Jakiś
czas temu umieściłem tu na blogu wpis na temat tego, jak Bóg dał
mi pracę oraz jak poprowadził mnie na studia. Miały to być studia
magisterskie w trybie zaocznym, co oznaczało, że trzeba będzie
płacić czesne – nie miałem wtedy zapewnionego zarobku na okres
tych studiów ale postanowiłem zaufać w tym Panu i zdecydowałem
się na nie pójść. Po niedługim czasie, już po opłaceniu
pierwszego semestru, podjąłem pracę, do której, jak wierzę,
poprowadził mnie Bóg – otrzymałem wtedy odnośnie tego różne
znaki od Boga, którymi się kierowałem i które szerzej opisałem w
świadectwie dotyczącym otrzymania pracy od Boga.
Jest
jednak jeszcze jedna rzecz, którą Bóg mi wtedy przekazał, a którą
chciałbym się teraz podzielić – jeszcze przed rozpoczęciem tego
etapu studiów i przed podjęciem pracy, gdy zwracałem się w
modlitwie do Boga o sprawy finansowe, pojawiła mi się w głowie
myśl: 'stypendium'. Było to dla mnie pewnym zaskoczeniem, gdyż nie
myślałem wcześniej o tym i też nie zdawałem sobie sprawy, że na
studiach zaocznych można otrzymać stypendium. Gdy się jednak tym
zainteresowałem i popytałem na uczelni to okazało się, że
studenci zaoczni również mogą otrzymywać stypendium. Z takim też
więc nastawieniem rozpocząłem wtedy te studia, jednak na
otrzymanie stypendium musiałem trochę poczekać – nie mogłem go
dostać od razu, na początku studiów, ale dopiero w drugim semestrze
– musiałem się też przyłożyć do nauki, abym miał szansę na
otrzymanie pieniędzy. Dzięki Bogu wszystko dobrze poszło i na
drugim semestrze otrzymałem stypendium. Otrzymywałem je również
na kolejnych semestrach, aż do skończenia studiów. Ciekawe jest
to, że w trakcie pierwszego semestru nie otrzymywałem stypendium
ale za to miałem dość dobre wynagrodzenie z pracy. Potem jednak,
gdy musiałem zrezygnować z pracy i podjąć inną, gorzej płatną,
to zacząłem otrzymywać stypendium - okazało się ono wtedy
naprawdę pomocne. Bardzo pomocne okazało się również to, że
przez okres studiów wspierała mnie również finansowo moja ciocia,
za co też dziękuję Bogu, gdyż dzięki temu mogłem przez pewien
czas nie pracować, przez co miałem więcej czasu na napisanie pracy
magisterskiej.
Co
jest ważnego w tym świadectwie Bożego prowadzenia to to, że przed
podjęciem studiów nie miałem zapewnionego żadnego źródła
finansowego, nie miałem wtedy pracy, nie wiedziałem czy dostanę
stypendium i nie wiedziałem także, że dostanę wsparcie od cioci.
Bóg jednak pokazywał kierunek, a ja musiałem podjąć decyzję i
zrobić krok wiary. Gdy go zrobiłem, to Bóg okazał się wierny i
zaopatrzył mnie we właściwym czasie we wszystkim – chwała Bogu!
Oczywiście
z pewnymi rzeczami wiązały się też pewne moje starania, np. o to
stypendium. Wiem jednak, że bez Bożej pomocy być może bym nawet
o nim w ogóle nie pomyślał i nie nastawiałbym się, że mogę je
dostać, być może też nie przyłożyłbym właściwych starań do
tego i nie osiągnąłbym odpowiednich wyników. Była więc w tym
wszystkim Boża ręka. Podobnie było też przy pisaniu mojej pracy
magisterskiej – gdy się zatrzymywałem i nie wiedziałem o czym
dalej pisać, to zaczynałem szukać pomocy i kierunku u Boga, wtedy
przychodziło mi pewne rozjaśnienie i jakby oświecenie, tak, że
mogłem pisać dalej. Ja robiłem co potrafiłem ale gdy nie
wiedziałem co dalej, to Bóg dopomagał we wszystkim – chwała
Bogu!
„A
wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy
Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są
powołani.”
Rz 8,28