wtorek, 8 lipca 2014

Moje świadectwo poznania Jezusa


Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan” Jr 29,12-14

Od dziecka byłem nauczony, żeby się codziennie modlić przed snem. Często więc też rozmyślałem o Bogu i o życiu wiecznym i próbowałem sobie wyobrazić jakby mogło wyglądać takie nieskończone życie. Wyobrażałem sobie tylko zamgloną przestrzeń, w której nic się nie dzieje i jest się samemu. Czułem jednak większy pokój gdy myślałem o takiej wieczności niż gdy myślałem o końcu życia, o śmierci, o braku istnienia i braku świadomości. Gdy kiedyś próbowałem sobie wyobrazić taki nagły koniec i następującą po nim kompletną pustkę skończyło się to płaczem przed mamą ze słowami „nie chcę umierać” - miałem wtedy kilka lat. Dzisiaj już inaczej wyobrażam sobie życie wieczne, chociaż wiem, że moje wyobrażenia zdecydowanie odbiegają od tego jak w rzeczywistości wygląda wieczność z Bogiem, gdyż Słowo Boże mówi:
Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.” 1 Kor 2,9
Nie wiem więc dokładnie jak będzie w niebie ale mam już pewność, że nie będzie tam ani samotności, ani nudy, ani cierpienia – w księdze objawienia można przeczytać takie słowa:
...a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie” Obj 21,3-4
Żyję więc teraz z zupełnie innym wyobrażeniem życia wiecznego. Zmieniło się także moje poznanie w kwestii tego jak je uzyskać. Otóż Słowo Boże mówi, żeby wierzyć w Boga i w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa oraz żeby być posłusznym Jego słowu.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa Mego i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota.” J 5,24
Zanim jednak dałem posłuch wierze były różne wydarzenia w moim życiu, które mnie stopniowo przekonywały i utwierdzały w tym, że Bóg w ogóle istnieje. Moje doświadczenia z Bogiem zaczęły się gdy byłem jeszcze dzieckiem. Nie były to wtedy jakieś głębokie przeżycia, po prostu czułem czasami Jego opiekę w niektórych sytuacjach np. kiedyś podczas szybkiej jazdy na nartach straciłem panowanie nad sobą i przekoziołkowałem, tak, że mogło by mi się coś stać poważnego ale jednak nic mi się nie stało. Była też inna sytuacja w której czułem Bożą opiekę - szedłem kiedyś z kolegą wzdłuż torów kolejowych i zaczepili nas starsi chłopacy, jeden z nich ściągnął mi zegarek z ręki i włożył na swoją mówiąc, że jest fajny. Ja wtedy powiedziałem, że dostałem go na komunię, po czym ten chłopak się zasmucił, powiedział, że on takiego nie dostał na komunię i mi go oddał. Mówiąc tak w pewnym sensie wskazałem na Jezusa, gdyż z Nim się komunia kojarzy. Sam Jezus powiedział, że jak ktoś się do Niego przyzna to i On się przyzna do tej osoby:
Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. ” Mt 10,32
Podobnie się poczułem w tej sytuacji, gdy wskazałem na Niego, a On mnie uchronił przed stratą. Oprócz tego, że nie straciłem zegarka, nie straciłem również pieniędzy znajdujących się wtedy w plecaku, który mi ci chłopacy przeszukali – Bóg jednak sprawił, że nie zaglądnęli do jednej jego części, w której akurat było 50zł.
Kolejnym wartym wspomnienia czasem Bożej obecności w moim życiu był okres przygotowań do bierzmowania. Chodziłem wtedy na rekolekcje przygotowujące do bierzmowania, które prowadzili ludzie z jakiejś wspólnoty katolickiej – chyba ze wspólnoty odnowy w Duchu Świętym. Dzielili się oni swoimi świadectwami tego jak Bóg ich przemienił i uwolnił z nałogów oraz grzesznego stylu życia. Te zajęcia zakończyły się weekendowym wyjazdem rekolekcyjnym do klasztoru, gdzie ci sami ludzie prowadzili różne zajęcia, na których głosili nam Ewangelię. Ten czas był dość poruszający nie tylko dla mnie. Pamiętam, że jak wracaliśmy stamtąd pociągiem to wszyscy śpiewaliśmy pieśni chrześcijańskie. Potem przez ileś dni sam sobie w duchu śpiewałem jedną z tych pieśni - „Pan mnie strzeże, Pan mnie strzeże, czuwa nade mną Bóg, On jest moim cieniem”. Pamiętam też pewną dziewczynę z tych rekolekcji, która tam się jakoś bardziej zaangażowała – niedługi czas po wyjeździe zobaczyłem ją gdzieś w swojej okolicy i widziałem w niej jakąś taką radość i pokój i czułem, że to co w niej jest, jest od Boga i sam też tego chciałem. Po tamtym wyjeździe zacząłem też czytać Biblię ale szybko się zniechęciłem z braku zrozumienia pewnych rzeczy i przestałem ją czytać.
Niedługo potem gdy zacząłem chodzić do liceum, to już mniej myślałem o Bogu i poszedłem za stylem życia, którego już trochę posmakowałem w gimnazjum – wypady do klubów, imprezy, alkohol, głupie akcje po pijanemu. Zacząłem też palić ziele konopi indyjskiej (tzw marihuanę). Może się to wydawać niektórym nie do pomyślenia ale Bogiem znów się zainteresowałem, właśnie popalając konopie, gdyż one mnie wprowadzały w stan świadomości, w którym bardziej się skupiałem na swoim wnętrzu i przeżyciach duchowych niż zazwyczaj - byłem po nich bardziej wrażliwy na bodźce zewnętrzne ale i na swoje przeżycia wewnętrzne, co powodowało, że sumienie dotykało mnie bardziej niż zwykle, a co za tym idzie zacząłem więcej myśleć o Bogu, życiu wiecznym i rzeczywistości duchowej. Moje poglądy w tej sprawie zaczęły być podobne do ideologii rastafarian, którzy uważają konopie za ziele mądrości otwierające umysł i ułatwiające kontakt z Bogiem. Ogólnie moje przeżycia pod działaniem tej rośliny były głębsze i mocniejsze, tak też było w momencie mojego ponownego zetknięcia się z Pismem Świętym, do którego postanowiłem sięgnąć po oglądnięciu pewnego filmu dokumentalnego o Bobie Marleyu, w którym to filmie byli pokazani ludzie czytający Biblię, którzy zainspirowali mnie, abym też po nią sięgnął i ją poczytał. Gdy po nią sięgnąłem, wywarła ona na mnie tak ogromne wrażenie, że aż się nią zachwyciłem - czułem wtedy, że coś w niej jest, jakaś niewidzialna moc czy siła i że to nie było złe, lecz dobre. Zdumiałem się wtedy tym, że pomimo tego, że Biblia jest Bożym przekazem dla człowieka i niby jest tak wszystkim znana, szeroko dostępna i istniejąca od wieków to jednak jest tak niedoceniona i niewartościowa w oczach wielu ludzi, leżała bowiem u mojego brata w pokoju na półce i się kurzyła, była nieużywana i pośród różnych książek o technikach manipulacji, NLP i innych książek tego typu znajdujących się na półkach była raczej postrzegana jako gorsza, nieatrakcyjna i jako przeżytek. Ja wtedy jednak spojrzałem na nią jak na coś doniosłego i wspaniałego, obdarzonego Bożym Duchem i chwałą, jak na coś świętego wyciągniętego spośród śmieci, którymi stały się wtedy dla mnie książki stojące wokoło. Po tym wydarzeniu tak się zachwyciłem Pismem Świętym, że zacząłem po nie częściej sięgać i je czytać. Skupiłem się wtedy na Starym Testamencie i na pierwszych pięciu księgach, po których lepiej zrozumiałem Bożą wolę i Jego Prawo. Odnajdywałem w tym wszystkim sens, gdyż widziałem, że to Prawo jest sprawiedliwe, dobre i mówi o miłości:
Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” Mt 22,37-40
Pomimo tego sensu, który poznałem miałem jednak różne wątpliwości, gdyż nie wszystko rozumiałem z tego co czytałem i nie wszystko mi wtedy pasowało. Dlatego zacząłem szukać czegoś więcej niż tylko sensu. Zacząłem szukać jakichś potwierdzeń i jakby dowodu prawdziwości Boga. Pomyślałem wtedy o Objawieniu Jana (apokalipsie), ostatniej księdze Biblii, gdyż stwierdziłem, że tyle czasu minęło od jej spisania, że na pewno coś się z niej musi spełniać. Zacząłem więc czytać tę księgę, a także różne interpretacje tego co w niej jest opisane. Skupiłem się na analizie fragmentu o znamieniu bestii i liczbie 666:
On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia. Tu potrzebna jest mądrość. Kto ma rozum, niech obliczy liczbę zwierzęcia; jest to bowiem liczba człowieka. A liczba jego jest sześćset sześćdziesiąt sześć.” Obj 13,16-18
Po spędzeniu iluś godzin na czytaniu różnych interpretacji na ten temat na forach internetowych i przeglądnięciu różnych artykułów, a także fragmentów programów informacyjnych puszczanych w telewizji wykreował mi się w głowie pewien obraz przyszłości do której ludzkość zmierza, a mianowicie, że powstanie jeden ogólnoświatowy system ściśle powiązany z systemem płatniczym, w którym nie będzie już wielu różnych dokumentów jak np. dowód osobisty, prawo jazdy, paszport, legitymacja studencka, karta płatnicza czy karta zdrowia ale że to wszystko zostanie zastąpione przez mikrochip wszczepiany pod skórę na którym będą wszystkie personalne informacje łącznie z pieniędzmi, które będą odczytywane poprzez skanowanie zbliżeniowe. Czytałem też, że najlepszymi miejscami na ciele do wszczepienia takiego chipa jest dłoń i czoło, gdyż w tych miejscach temperatura ciała najszybciej się zmienia, a to się przyczynia do ładowania baterii chipa – pasuje to więc do podanego fragmentu z Objawienia. Widziałem też, że to w jakiejś formie już funkcjonuje np. na jakiejś dyskotece w Barcelonie zaczęto wszczepiać ludziom chipy na które można przelać jakąś kwotę pieniędzy, żeby nie musieli nosić portfela przy sobie i mogli tańczyć w samej bieliźnie; albo, że w Meksyku bogaci rodzice wszczepiają swoim dzieciom chipy jako nadajniki GPS z obawy przed porwaniem dla okupu; na internecie można także znaleźć oficjalną reklamę chipa wszczepianego pod skórę pacjentom w USA, który ma za zadanie ułatwić dostęp do danych medycznych pacjentów. Dowiedziałem się też, że działanie takich chipów jest związane z technologią RFID wykorzystującą fale radiowe o ekstremalnie niskich częstotliwościach(ELF), poprzez które można mieć wpływ na fale mózgowe i przyczyniać się do zmiany nastroju, emocji, a także zachowań czy myśli. Poprzez takie chipy możliwa jest więc kontrola umysłu. Przyjęcie czegoś takiego oznaczałoby więc całkowite oddanie się w niewolę systemowi tego świata i ostateczne wyparcie się i odrzucenie Boga. Badając i rozmyślając nad poruszoną jeszcze w tym fragmencie kwestią liczby 666 doszedłem do wniosku, że będzie ona pełnić po prostu rolę zwykłego prefiksu będącego charakterystyczną dla tego systemu liczbą, która będzie częścią każdego numeru identyfikacyjnego. Porównując więc współczesne możliwości technologiczne z tekstem z Objawienia stwierdziłem, że wprowadzenie takiego systemu do rzeczywistości jest tylko kwestią czasu i że taki chip będzie właśnie pełnić rolę 'znamienia' bez którego nie można będzie kupować, ani sprzedawać, a inaczej mówiąc, nie można będzie w ogóle funkcjonować w tym systemie. Z tekstu tej księgi wynika również, że Bóg pozwoli działać temu systemowi przez pewien krótki czas, lecz potem zaprowadzi swój porządek. Będzie to czas, w którym pośle On swych aniołów z różnymi plagami na ziemię i będzie tak jak jest napisane:
I byli ludzie popaleni wielkim żarem, i bluźnili imieniu Boga, który ma moc nad tymi plagami, a nie upamiętali się, by mu oddać chwałę.” Obj 16,9
I bluźnili Bogu niebieskiemu z powodu swoich bólów i z powodu swoich wrzodów, i nie upamiętali się w swoich uczynkach.” Obj 16,11
Czytając to wszystko przeraziłem się tym do czego świat dąży i zacząłem się zastanawiać w jakim jestem miejscu i czy uniknę tego co nieuchronnie się stanie. Zdałem sobie sprawę, że niezależnie od tego czy ludzie w to wierzą czy nie wierzą, to i tak stanie się to co jest przez Boga zapowiedziane i ludzkość poniesie konsekwencje odrzucenia Boga, a ja jeśli nie zacznę bardziej szukać Boga to podzielę ich los. Pytałem więc, modliłem się i prosiłem Boga o pomoc i wtedy przyszedł w moim życiu czas na Ewangelię – Dobrą Nowinę o Jezusie i o Bożym Królestwie. Zacząłem więc czytać po kolei ewangelie: wg św Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, modliłem się też przed każdym czytaniem o to, aby Bóg dał mi Ducha Świętego oraz mądrość, poznanie i zrozumienie tego co tam jest napisane. Zacząłem więc bardziej się zbliżać do Boga i coś się zaczęło we mnie zmieniać. Przełomowym wydarzeniem dla mnie była sytuacja gdy słuchając kiedyś muzyki na internecie włączyłem piosenkę 'Idzie mój Pan'. Było to wykonanie śpiewane przez dzieci, które swym głosem spotęgowały przesłanie tej pieśni. Czułem w ich głosie głęboką ufność i wiarę w Boga, a tekst, który śpiewały przeszył mnie do głębi:
Idzie mój Pan, idzie mój Pan
On teraz biegnie by spotkać mnie
idzie mój Pan, idzie mój Pan
On teraz biegnie by spotkać mnie
Mija góry, łąki, lasy by w komunii stał się cud
On chce chlebem nas nakarmić by nasycić życia głód”
Słuchając tego i wyobrażając sobie jak Jezus biegnie i męczy się mijając różne przeszkody po to żeby mi pomóc, żeby się ze mną spotkać osobiście i obdarzyć mnie swoją miłością i dobrocią czułem się głęboko poruszony, wręcz przeszyła mnie Boża miłość jaką wtedy poczułem. Moje przeżycia były jeszcze dodatkowo spotęgowane tym, że będąc wtedy pod wpływem konopi byłem bardziej pobudzony duchowo i znacznie głębiej i mocniej to wszystko odczuwałem niż odczuwałbym normalnie, a także i przede wszystkim tym, że Bóg okazał mi swoją miłość i staranie o mnie w momencie w którym nie czułem się do tego przygotowany, ani godny, ani święty, wręcz przeciwnie, czułem, że większość ludzi by mnie raczej potępiła jako grzesznika i narkomana i że w ogóle nie powinienem słuchać tej piosenki będąc w takim stanie. Jezus okazał mi jednak swą łaskę i pokazał mi, że bez względu na to w jakim się jest stanie czy sytuacji, On zawsze jest gotowy, żeby pomóc człowiekowi i nie tylko go nie potępia ale usilnie o niego zabiega. Pokazał to m. in. poprzez poświęcenie jakiego dokonał idąc na krzyż i kładąc swoje życie jako ofiarę przebłagalną za grzechy ludzkości.
Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.” Rz 5,8
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” J 3,17
Podczas słuchania tej pieśni potęga Bożej miłości tak mnie przeszyła, że aż padłem na kolana i zacząłem płakać nie mogąc powstrzymać łez – takie było moje spotkanie z Jezusem. Od tego czasu coraz bardziej czułem Bożą obecność w moim życiu oraz owoce Ducha Świętego w sobie jakimi są m. in. pokój, radość, miłość, uprzejmość, łagodność, wstrzemięźliwość. Ogólnie też Bóg zmienił moje patrzenie na różne rzeczy, w tym na kobiety i uwolnił mnie z pożądliwości i pornografii i pokazał mi swój punkt widzenia. Kompletnie mi minęła ochota na imprezy i alkohol, nie chciało mi się też już tak palić jak wcześniej, chociaż dalej paliłem gdyż uzależniałem w pewnym stopniu swoje przeżycia duchowe od stanu jaki osiągałem po konopiach. Bóg jednak nie chciał, żebym dalej palił - wierzę, że mi to powiedział przez pewną sytuację, po której stwierdziłem, że On chce, żebym to teraz zostawił. Miałem wtedy różne wątpliwości co do tego, gdyż konopie jako roślinę uważałem za Boże stworzenie, które pomagało mi w pewnym stopniu w rozumieniu duchowej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony czułem, że Bóg nie chciał, żebym korzystał z takich wspomagaczy. Chciałem wtedy sprawdzić Jego wolę w tej sprawie i postanowiłem zasiać kilka ziarenek konopi i pomodlić się o to, że jak to jest Jego wolą, żebym to używał to żeby z tych nasion coś wyrosło a jak nie jest Jego wolą to żeby nie wyrosło. Niedługi czas potem spotkałem znajomego w parku, który dał mi trochę ziela, a także ziarenko konopi, o którym powiedział, że jest jedyne w całej dostawie i że rzadko się zdarza, żeby jakieś w ogóle było. W każdym razie był to dla mnie sygnał, że Bóg chce mi odpowiedzieć, więc jak nadeszła pora siania to się pomodliłem o to i zasiałem to ziarenko – nic jednak z niego nie wyrosło. Od tamtej pory postanowiłem więc nie używać więcej konopi. Po paru miesiącach jednak znowu po nie sięgnąłem i wtedy Bóg mnie napomniał mówiąc 'synu krnąbrny i nieposłuszny' – głos ten słyszałem w swoich myślach i zastanawiałem się przez jakiś czas czy sobie nie wymyślam czegoś ale w sumie to nie rozumiałem słowa 'krnąbrny' i stwierdziłem, że sam bym sobie tego nie wymyślił. Zajrzałem potem do słownika, żeby zobaczyć definicję tego słowa i się okazało, że to oznacza 'nie dający sobą kierować'. Postanowiłem więc poddać się Bożej woli w tej sprawie i pozbyć się resztek konopi jakie jeszcze miałem. Ogólnie oprócz konopi indyjskiej próbowałem także innych ziół m.in. dostępnej kiedyś w sklepie dopalacze.com szałwii wieszczej, która ma tak potężne działanie, że po różnych opisach w internecie bałem się jej używać, gdyż inni opisywali, że wychodzili po niej z ciała i tracili nad nim kontrolę. Zdecydowałem się jednak spróbować jej - po jej spożyciu miałem wrażenie jakiejś duchowej obecności wokół siebie i podobnie swoje przeżycia opisywali inni na forach internetowych. Dość długo też miałem chęć ponownego sięgnięcia po konopie i wierzę teraz, że było to wynikiem duchowego przymierza czyli poddania się związanemu z tym duchowi, który się mnie czepił, z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, jednak o tym, że tak było świadczy taka sytuacja, w której pewna dziewczyna modląc się nade mną wygoniła tego ducha ze mnie mówiąc 'duchu zielarstwa idź precz w imieniu Jezusa' – nie mówiłem jej nic o swoich przygodach z ziołami, a jednak Duch Święty jej to objawił i tak przemówiła w Bożym autorytecie wyganiając ze mnie tego ducha. Duchowy wpływ związany z używaniem tych ziół był u mnie dość widoczny, gdyż kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś się mnie pytał na ulicy czy mam jakieś zioło, nawet policja kiedyś przejeżdżając w mojej okolicy zatrzymała się koło mnie pytając mnie głównie o posiadanie marihuany. Nie wiem jaki był dokładnie Boży zamysł przy stwarzaniu takich roślin ale myślę, że tak jak było w przypadku drzewa poznania dobra i zła w ogrodzie Eden, tak też jest teraz w przypadku różnych roślin, że są one źródłem poznania rzeczywistości duchowej, zarówno z dobrej jak i ze złej strony i mogą np być furtką do wejścia w spirytyzm czy szamanizm, które są częścią okultyzmu, który jest po prostu przymierzem z demonami, a to jest złe, gdyż Bóg mówi: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie”. Poznanie i zgłębienie dobra i zła może i jest w czymś przydatne jednak przez samo poznanie nie można osiągnąć życia, ani się zbawić, gdyż to Jezus jest życiem i to On może zbawić człowieka. Potrzebna jest nam więc trwała relacja i społeczność z Chrystusem przez wiarę. Jezus powiedział:
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” J 14,6
Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną.” J 15,5-6
Gdy poznałem Jezusa pojawiło się u mnie pragnienie dalszego wzrostu duchowego i społeczności z innymi wierzącymi, zacząłem więc chodzić na msze. Trochę się tego wstydziłem przed znajomymi, gdyż czułem, że by mnie wyśmiali przez to, że chodzę do kościoła i wierzę w Jezusa ale Bóg dał mi pewien sen na ten temat – w tym śnie szedłem sobie z jednym znajomym i nagle spotkaliśmy radosną grupkę śpiewającą 'Alleluja', chciałem się do nich przyłączyć ale się zawahałem gdy ten znajomy zaczął się z nich śmiać, po chwili jednak postanowiłem się do nich przyłączyć, a ten znajomy zniknął – zrozumiałem przez to, że nie powinienem się przejmować wyśmianiem ale iść dalej za Bogiem i tak też zrobiłem. Czytałem w tamtym okresie też różne świadectwa ludzi, którzy doświadczali Bożej działalności w swoim życiu i jedno z tych świadectw mnie skutecznie zachęciło do pójścia do spowiedzi i solidnego przygotowania się do niej poprzez przeanalizowanie swojego życia przez pryzmat 10 przykazań. Była w nim mowa o rzeczywistej obecności Jezusa podczas spowiedzi i że spowiednik jest pośrednikiem między Nim a spowiadającym się. Zdecydowałem więc pójść się wyspowiadać i pomodliłem się z głębi serca do Boga o to, aby Jezus faktycznie był na tej spowiedzi. Gdy więc już do niej poszedłem i gdy czekałem w kolejce do konfesjonału i jak już była tylko jedna osoba przede mną, wtedy nagle podszedł do tego konfesjonału pewien ksiądz, w którym zobaczyłem owoce Ducha Świętego o których czytałem w Biblii: „Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój...” - to w nim widziałem i odczułem, że ten człowiek został przysłany przez Boga. Zamienił się on z tym księdzem, który wtedy siedział w konfesjonale, do którego czekałem – zrozumiałem przez to, że moja modlitwa została wysłuchana i że Bóg będzie pośród nas. Podczas tej spowiedzi chciałem być jak najbardziej szczery, żeby nic nie zataić i mówiłem niektóre rzeczy dość szczegółowo, na co ksiądz odpowiedział 'spokojnie braciszku, ja cię rozumiem' – później pomyślałem, że to sam Jezus tak do mnie powiedział. Pod koniec spowiedzi jeszcze ksiądz mi zwrócił uwagę na rozważenie swego życia pod kątem 10 przykazań, czyli wskazał mi na to, na co zwróciłem uwagę przed spowiedzią – uznałem to za dodatkowe potwierdzenie tego, że Bóg tam działał, a także za sygnał do tego, że wyznanie grzechów nie jest oczyszczeniem swojej karty z możliwością ponownego grzeszenia, lecz jest krokiem do głębszej relacji z Bogiem. Ksiądz mówił też, żebym chodził do kościoła, więc postanowiłem chodzić regularnie na msze. Po jakimś czasie było mi jednak mało, chciałem z kimś głębiej porozmawiać o Bogu, z jakimś rówieśnikiem. Spotkałem tam na mszy koleżankę ze studiów ale ona coś mówiła, że chodzi do kościoła bo tak ją nauczono. W sumie to o Bogu za bardzo z nią nie porozmawiałem i nie wiem jaka jest jej relacja z Nim, być może coś z Nim przeżywa i Bóg ma dla niej jakiś plan. Mi w każdym razie było czegoś brak i chciałem z kimś porozmawiać, posłuchać jak inni doświadczają Boga więc będąc ciekaw jakichś świadectw, poszukałem ich w internecie i natrafiłem na historię pewnego chrześcijanina utożsamiającego się z Kościołem Zielonoświątkowym. Nie znałem wcześniej nauczania i wyznania zielonoświątkowego, więc się tym zainteresowałem i poczytałem o tym i wtedy zobaczyłem, że w tym Kościele jest bardziej biblijne podejście do wielu spraw niż w Kościele Katolickim np. praktykowany jest świadomy chrzest wodny po wyznaniu wiary w Jezusa; na pamiątkę śmierci Jezusa spożywana jest Wieczerza Pańska pod postacią chleba i wina – dziwiło mnie to potem, że w Kościele Katolickim księża cytują Biblię mówiąc „bierzcie i pijcie z niego wszyscy”, a jednak nie podają potem tego kielicha ludziom – jest to jakieś niepełne; dalej, zgodnie z Biblią Głową Kościoła nie jest żaden człowiek na ziemi, lecz Jezus Chrystus, który jest w Niebie, tak samo termin Ojciec Święty jest zarezerwowany tylko dla Boga. Zobaczyłem też, że celibat wcale nie jest Bożym nakazem, a jest nawet zwiedzeniem
A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich, uwiedzeni obłudą kłamców, naznaczonych w sumieniu piętnem występku, którzy zabraniają zawierania związków małżeńskich, przyjmowania pokarmów, które stworzył Bóg, aby wierzący oraz ci, którzy poznali prawdę, pożywali je z dziękczynieniem.” 1 Tm 4,1-3
Niektórych z tych i innych różnic dowiadywałem się też po czasie. W każdym razie na tyle się zaciekawiłem Kościołem Zielonoświątkowym, że postanowiłem się przejść do najbliższej wspólnoty. Poszedłem z kolegą i gdy weszliśmy na nabożeństwo to zobaczyłem tam więcej takich ludzi jak ten ksiądz ze spowiedzi, mieli w sobie tę samą radość, miłość i pokój – Słowo Boże mówi „Poznacie ich po ich owocach”. Pamiętam, że jakaś kobieta podeszła i nas przywitała. Na nabożeństwie czułem ogromną radość gdy śpiewane były różne pieśni, ludzie podnosili ręce do góry – chwalili Boga. Pamiętam też taki fragment z Pisma Świętego, który był wtedy zawieszony na głównej ścianie naprzeciw wejścia:
Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan” Jr 29,12-14
I tak właśnie było - szukałem Boga i Jego ścieżek oraz dalszej drogi dla siebie i znalazłem, a On mi pokazał, że mnie prowadzi – chwała Bogu! Czułem wtedy, że Bóg mnie tam przyprowadził, więc zacząłem tam częściej chodzić. W międzyczasie zacząłem też chodzić z koleżanką do katolickiego duszpasterstwa akademickiego, jednak ze względu na coraz większą świadomość zwiedzenia jakie jest w kulcie katolickim nie mogłem tam dłużej chodzić. Była tam np pewnego razu tzw adoracja Najświętszego Sakramentu– wyglądało to tak, że wszyscy klęczeliśmy wokół stołu na którym stała tzw monstrancja ze znajdującą się w niej hostią, która w Kościele Katolickim bywa nazywana samym Jezusem - skojarzyło mi się to z tym co czytałem w Starym Testamencie odnośnie kultu złotego cielca, którego Izraelici zrobili po tym jak Bóg ich wyprowadził z Egiptu i prowadził ich będąc w słupie ognia i w słupie obłoku i pokazując im przez to, że On jest Duchem, a oni jednak zrobili później posąg złotego cielca i powiedzieli: „Izraelu, oto bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej.” Wj 32,4. Podobnie na mszach księża mówią o hostii: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Zobaczyłem, że w tym Kościele jest duże odstępstwo od Bożej woli. Kiedyś też byłem na pewnej mszy podczas której ksiądz mówił o wyświęceniu obrazu Matki Boskiej i ukoronowaniu go – jest to zwiedzenie pod kilkoma postaciami naraz: po pierwsze kult obrazów i rzeźb jest nazywany bałwochwalstwem, które jest złamaniem przykazania Bożego mówiącego: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył...” Wj 20,4-6. Odnośnie tego jest też napisane: „Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy” Rz 1,22-23. Po drugie jeśli chodzi o kult Marii i wszelkie dogmaty katolickie z nią związane to też są one niezgodne z Pismem Świętym, gdyż nie jest ona ani Królową Niebios, ani nie była niepokalanie poczęta, ani też nie powinna być osobą zrównaną z Bogiem. Sama zresztą nazwała Boga swoim Zbawicielem a siebie służebnicą – świadczy o tym fragment Ewangelii wg św. Łukasza: „I rzekła Maria: Wielbi dusza moja Pana, i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżoność służebnicy swojej.” Łk 1,46-48.
Mając więc świadomość odstępstwa Kościoła Katolickiego od Bożych zasad praktycznie przestałem tam chodzić. Chciałem być w prawdziwym Kościele Chrystusowym, który żyje według Bożego Słowa i w którym prawdziwie działa Duch Święty. Zacząłem więc częściej chodzić do pobliskiej wspólnoty zielonoświątkowej, której wyznanie znacznie bardziej trzymało się Biblii. Myślałem też o chrzcie wodnym i nawet chciałem być ochrzczony jako świadomy wierzący jednak miałem wątpliwości czy może nie wystarczy ten chrzest katolicki, który miałem jako niemowlę. W tamtym czasie modliłem się o dalszą drogę życia dla siebie, gdyż myślałem o zmianie uczelni lub o podjęciu jakiejś pracy i oczekiwałem jakiegoś Bożego prowadzenia w tej sprawie. Bóg mi jednak odpowiedział trochę inaczej niż myślałem, tzn nie wskazał mi żadnej uczelni ani pracy, lecz wskazał mi właśnie na chrzest. Miałem w związku z tym sen, który wyglądał tak:
- stałem w wodzie zanurzony do pasa obok jakiejś osoby, chyba nawet obok Jezusa, a następnie zanurzyłem się w tej wodzie, z której się już nie wynurzyłem ja, lecz jakby nowa osoba ze mnie.
Słowo Boże mówi:
Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.” 2 Kor 5,17
Był to więc dla mnie znak od Pana, żebym się ochrzcił. Jednak zwlekałem z tym gdyż nie czułem się na to gotowy, ani w pełni sprawiedliwy. Dalej modliłem się o swoją dalszą drogę odnośnie pracy i uczelni, a chrzest traktowałem jako coś na co się zdecyduję jak już poukładam inne sprawy. Bóg jednak powiedział mi we śnie takie słowa:
'Nie wchodzi się na górę, aby z niej zejść i nie schodzi się, aby wejść z powrotem. Tam gdzie ma się wejść tam się wchodzi'.
Zrozumiałem przez to, że jak już idę za Bogiem to mam iść dalej i dalszym krokiem jest ten chrzest, a jak będę zwlekał to tak jakbym się cofnął i potem mógłbym już nie wejść z powrotem na Bożą ścieżkę. Po przemyśleniu tego wszystkiego i po dalszych modlitwach i utwierdzeniu przez Boga zdecydowałem się na chrzest, chociaż myślałem, że nie jestem na to w pełni gotowy. Zrozumiałem później, że Bóg jednak inaczej myśli – dla Niego człowiek jest sprawiedliwy i święty przez wiarę:
... człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia.” Gal 2,16
Tak więc zdecydowałem się iść dalej za Panem wierząc, że dalej mnie będzie prowadził i przyjąłem chrzest wodny, który był dla mnie wkroczeniem w nowe życie. Jako nowo narodzony z wody i z Ducha zacząłem wzrastać w duchowym Kościele Chrystusowym w społeczności z braćmi i siostrami. Zaczęliśmy nawzajem czerpać ze swoich świadectw i doświadczeń, a Bóg dawał kolejne znaki i dowody swojej obecności. Kiedyś mnie jedna siostra zachęciła swoją postawą i modlitwą do tego, abym wyznał Jezusowi, że Go kocham i tak też zrobiłem w modlitwie. Niedługo potem jechałem w parku na rowerze i z daleka sobie upatrzyłem pewną ławkę, na której postanowiłem usiąść. Jak do niej podjechałem to zobaczyłem na niej mocno wyryty napis 'Ja też cię kocham' – była to dla mnie odpowiedź na moje wyznanie miłości do Boga.
Oprócz tego doświadczyłem też oraz byłem świadkiem wielu różnych wysłuchanych modlitw np. mój tata miał iść kiedyś do szpitala na jakąś operację ale gdy się o niego modliłem to się okazało, że jednak poprawiły się wyniki i już nie musi iść na operację. Podobna sytuacja z uzdrowieniem była po modlitwie z bratem i jego żoną o ich jeszcze nienarodzone wtedy dziecko, u którego wykryto arytmię serca. Dziecko urodziło się z bardzo dobrymi wynikami i jest pociechą dla wielu, a jego imię brzmi Michał co oznacza 'Któż jak Bóg'. Na temat modlitwy i uzdrowienia Słowo Boże mówi:
A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie” Jak 5,15
Odnośnie tego Bóg wysłuchiwał też innych próśb o uzdrowienie i nawet z raka uzdrawiał – chwała Panu! Bożego działania doświadczam też ogólnie w różny sposób – kiedyś na przykład modliliśmy się w parę osób o jedną osobę i podczas tej modlitwy gdy zamknąłem oczy nagle zacząłem widzieć w swojej wyobraźni dość wyraźnie różne obrazy, które miały dla mnie taki sens, że Bóg będzie działał przez tą osobę przez swego Ducha i przez moc. W tym samym czasie, zanim się jeszcze podzieliłem tym co widziałem i swoją interpretacją, jedna siostra usłyszała w duchu podczas modlitwy słowa 'Koryntian 2,4' i zapisała je na kartce, a potem jak ja skończyłem mówić to przeczytała wskazany przez Pana fragment z listu do Koryntian, który mówi:
a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc” 1 Kor 2,4
Było to więc dla nas Boże potwierdzenie, że ta osoba o którą się modliliśmy będzie używana przez Boga w Jego Duchu i mocy.
Mogę więc śmiało powiedzieć, że doświadczam w swoim życiu niesamowitego działania Żywego Boga, choć nie jestem jakiś specjalny – każdy może się do Niego zwrócić. Bóg chce, żeby każdy do Niego przyszedł:
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” Mt 11,28-30
Postępując według słów Jezusa, które są życiem, często można się spotkać z różnymi doświadczeniami. W związku z tym byłem w różnych sytuacjach, w których nie szukając swoich racji przepraszałem za coś tatę czy mamę i dążyłem do pojednania z nimi co owocowało przebaczeniem i pokojem. Gdy uwierzyłem w Jezusa, zdecydowałem się oddać Mu swoje życie i uznać Go za swojego Pana, chcę też iść za Nim tam gdzie mnie poprowadzi.
Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go Ojciec mój.” J 12,26
Krystian

Świadectwo o Jezusie


Chwała Bogu!
Założyłem właśnie bloga 'Świadectwo o Jezusie'.
Jest to blog, na którym będę publikował treści wskazujące na Jezusa Chrystusa, na relację z Nim oraz na zamysł Boży wobec nas.

Sam Jezus powiedział, że po to przyszedł na świat, aby dać świadectwo prawdzie (ewangelia Jana 18,37). Po swoim zmartwychwstaniu powiedział do swoich uczniów, że gdy wezmą moc Ducha Świętego będą Jego świadkami aż po krańce ziemi (Dzieje apostolskie 1,8).

Świadek jest kimś kto widział, doświadczył i przeżył coś co miało miejsce. Obecnie Jezus nie przebywa na ziemi fizycznie, w ciele. Jest jednak obecny przez Ducha Świętego i poprzez Ducha Świętego możemy Go poznać i mieć z Nim relację. Mało tego, poznanie Go jest jedyną drogą dla nas, abyśmy mogli żyć wiecznie. Człowiek bowiem zgrzeszył wobec Boga, został od Niego oddzielony i stał się duchowo martwy, gdyż 'zapłatą za grzech jest śmierć' (Rz 6,23). Jezus jednak jako święty i niewinny przyjął za nas tą śmierć i tym samym uniewinnił tych, którzy w Niego wierzą dając tym samym nowe życie w Duchu Świętym, a także swobodny przystęp do Ojca. Życie to jest możliwe jednak tylko dzięki pozostawaniu w ciągłej społeczności z Nim. Ale nie ma nic wspanialszego, gdyż w Nim jest prawdziwe życie, radość, szczęście i miłość. On prowadzi każdego dnia, zaopatruje i wychowuje. A na świadectwo tego jak On to robi powstał ten właśnie blog.


"I widziałem trony, i usiedli na nich ci, którym dano prawo sądu; widziałem też dusze tych, którzy zostali ścięci za to, że składali świadectwo o Jezusie i głosili Słowo Boże, oraz tych, którzy nie oddali pokłonu zwierzęciu ani posągowi jego i nie przyjęli znamienia na czoło i na rękę swoją. Ci ożyli i panowali z Chrystusem przez tysiąc lat." Obj 20,4