„Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie
modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie
mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się
wam - mówi Pan” Jr 29,12-14
Od dziecka byłem nauczony, żeby się codziennie
modlić przed snem. Często więc też rozmyślałem o Bogu i o życiu
wiecznym i próbowałem sobie wyobrazić jakby mogło wyglądać
takie nieskończone życie. Wyobrażałem sobie tylko zamgloną
przestrzeń, w której nic się nie dzieje i jest się samemu. Czułem
jednak większy pokój gdy myślałem o takiej wieczności niż gdy
myślałem o końcu życia, o śmierci, o braku istnienia i braku
świadomości. Gdy kiedyś próbowałem sobie wyobrazić taki nagły
koniec i następującą po nim kompletną pustkę skończyło się to
płaczem przed mamą ze słowami „nie chcę umierać” - miałem
wtedy kilka lat. Dzisiaj już inaczej wyobrażam sobie życie
wieczne, chociaż wiem, że moje wyobrażenia zdecydowanie odbiegają
od tego jak w rzeczywistości wygląda wieczność z Bogiem, gdyż
Słowo Boże mówi:
„Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i
co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym,
którzy Go miłują.” 1 Kor 2,9
Nie wiem więc dokładnie jak będzie w niebie ale mam
już pewność, że nie będzie tam ani samotności, ani nudy, ani
cierpienia – w księdze objawienia można przeczytać takie słowa:
„...a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę
z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani
mozołu już nie będzie” Obj 21,3-4
Żyję więc teraz z zupełnie innym wyobrażeniem życia
wiecznego. Zmieniło się także moje poznanie w kwestii tego jak je
uzyskać. Otóż Słowo Boże mówi, żeby wierzyć w Boga i w Syna
Bożego, Jezusa Chrystusa oraz żeby być posłusznym Jego słowu.
„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha
słowa Mego i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma żywot wieczny i
nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota.” J
5,24
Zanim jednak dałem posłuch wierze były różne
wydarzenia w moim życiu, które mnie stopniowo przekonywały i
utwierdzały w tym, że Bóg w ogóle istnieje. Moje doświadczenia z
Bogiem zaczęły się gdy byłem jeszcze dzieckiem. Nie były to
wtedy jakieś głębokie przeżycia, po prostu czułem czasami Jego
opiekę w niektórych sytuacjach np. kiedyś podczas szybkiej jazdy
na nartach straciłem panowanie nad sobą i przekoziołkowałem, tak,
że mogło by mi się coś stać poważnego ale jednak nic mi się
nie stało. Była też inna sytuacja w której czułem Bożą opiekę
- szedłem kiedyś z kolegą wzdłuż torów kolejowych i zaczepili
nas starsi chłopacy, jeden z nich ściągnął mi zegarek z ręki i
włożył na swoją mówiąc, że jest fajny. Ja wtedy powiedziałem,
że dostałem go na komunię, po czym ten chłopak się zasmucił,
powiedział, że on takiego nie dostał na komunię i mi go oddał.
Mówiąc tak w pewnym sensie wskazałem na Jezusa, gdyż z Nim się
komunia kojarzy. Sam Jezus powiedział, że jak ktoś się do Niego
przyzna to i On się przyzna do tej osoby:
„Do każdego więc, który się przyzna do Mnie
przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w
niebie. ” Mt 10,32
Podobnie się poczułem w tej sytuacji, gdy wskazałem
na Niego, a On mnie uchronił przed stratą. Oprócz tego, że nie
straciłem zegarka, nie straciłem również pieniędzy znajdujących
się wtedy w plecaku, który mi ci chłopacy przeszukali – Bóg
jednak sprawił, że nie zaglądnęli do jednej jego części, w
której akurat było 50zł.
Kolejnym wartym wspomnienia czasem Bożej obecności w
moim życiu był okres przygotowań do bierzmowania. Chodziłem wtedy
na rekolekcje przygotowujące do bierzmowania, które prowadzili
ludzie z jakiejś wspólnoty katolickiej – chyba ze wspólnoty
odnowy w Duchu Świętym. Dzielili się oni swoimi świadectwami tego
jak Bóg ich przemienił i uwolnił z nałogów oraz grzesznego stylu
życia. Te zajęcia zakończyły się weekendowym wyjazdem
rekolekcyjnym do klasztoru, gdzie ci sami ludzie prowadzili różne
zajęcia, na których głosili nam Ewangelię. Ten czas był dość
poruszający nie tylko dla mnie. Pamiętam, że jak wracaliśmy
stamtąd pociągiem to wszyscy śpiewaliśmy pieśni chrześcijańskie.
Potem przez ileś dni sam sobie w duchu śpiewałem jedną z tych
pieśni - „Pan mnie strzeże, Pan mnie strzeże, czuwa nade mną
Bóg, On jest moim cieniem”. Pamiętam też pewną dziewczynę z
tych rekolekcji, która tam się jakoś bardziej zaangażowała –
niedługi czas po wyjeździe zobaczyłem ją gdzieś w swojej okolicy
i widziałem w niej jakąś taką radość i pokój i czułem, że to
co w niej jest, jest od Boga i sam też tego chciałem. Po tamtym
wyjeździe zacząłem też czytać Biblię ale szybko się
zniechęciłem z braku zrozumienia pewnych rzeczy i przestałem ją
czytać.
Niedługo potem gdy zacząłem chodzić do liceum, to
już mniej myślałem o Bogu i poszedłem za stylem życia, którego
już trochę posmakowałem w gimnazjum – wypady do klubów,
imprezy, alkohol, głupie akcje po pijanemu. Zacząłem też palić
ziele konopi indyjskiej (tzw marihuanę). Może się to wydawać
niektórym nie do pomyślenia ale Bogiem znów się zainteresowałem,
właśnie popalając konopie, gdyż one mnie wprowadzały w stan
świadomości, w którym bardziej się skupiałem na swoim wnętrzu i
przeżyciach duchowych niż zazwyczaj - byłem po nich bardziej
wrażliwy na bodźce zewnętrzne ale i na swoje przeżycia
wewnętrzne, co powodowało, że sumienie dotykało mnie bardziej niż
zwykle, a co za tym idzie zacząłem więcej myśleć o Bogu, życiu
wiecznym i rzeczywistości duchowej. Moje poglądy w tej sprawie
zaczęły być podobne do ideologii rastafarian, którzy uważają
konopie za ziele mądrości otwierające umysł i ułatwiające
kontakt z Bogiem. Ogólnie moje przeżycia pod działaniem tej
rośliny były głębsze i mocniejsze, tak też było w momencie
mojego ponownego zetknięcia się z Pismem Świętym, do którego
postanowiłem sięgnąć po oglądnięciu pewnego filmu
dokumentalnego o Bobie Marleyu, w którym to filmie byli pokazani
ludzie czytający Biblię, którzy zainspirowali mnie, abym też po
nią sięgnął i ją poczytał. Gdy po nią sięgnąłem, wywarła
ona na mnie tak ogromne wrażenie, że aż się nią zachwyciłem -
czułem wtedy, że coś w niej jest, jakaś niewidzialna moc czy siła
i że to nie było złe, lecz dobre. Zdumiałem się wtedy tym, że
pomimo tego, że Biblia jest Bożym przekazem dla człowieka i niby
jest tak wszystkim znana, szeroko dostępna i istniejąca od wieków
to jednak jest tak niedoceniona i niewartościowa w oczach wielu
ludzi, leżała bowiem u mojego brata w pokoju na półce i się
kurzyła, była nieużywana i pośród różnych książek o
technikach manipulacji, NLP i innych książek tego typu znajdujących
się na półkach była raczej postrzegana jako gorsza, nieatrakcyjna
i jako przeżytek. Ja wtedy jednak spojrzałem na nią jak na coś
doniosłego i wspaniałego, obdarzonego Bożym Duchem i chwałą, jak
na coś świętego wyciągniętego spośród śmieci, którymi stały
się wtedy dla mnie książki stojące wokoło. Po tym wydarzeniu tak
się zachwyciłem Pismem Świętym, że zacząłem po nie częściej
sięgać i je czytać. Skupiłem się wtedy na Starym Testamencie i
na pierwszych pięciu księgach, po których lepiej zrozumiałem Bożą
wolę i Jego Prawo. Odnajdywałem w tym wszystkim sens, gdyż
widziałem, że to Prawo jest sprawiedliwe, dobre i mówi o miłości:
„Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim
sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest
największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego:
Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch
przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” Mt 22,37-40
Pomimo tego sensu, który poznałem miałem jednak
różne wątpliwości, gdyż nie wszystko rozumiałem z tego co
czytałem i nie wszystko mi wtedy pasowało. Dlatego zacząłem
szukać czegoś więcej niż tylko sensu. Zacząłem szukać jakichś
potwierdzeń i jakby dowodu prawdziwości Boga. Pomyślałem wtedy o
Objawieniu Jana (apokalipsie), ostatniej księdze Biblii, gdyż
stwierdziłem, że tyle czasu minęło od jej spisania, że na pewno
coś się z niej musi spełniać. Zacząłem więc czytać tę
księgę, a także różne interpretacje tego co w niej jest opisane.
Skupiłem się na analizie fragmentu o znamieniu bestii i liczbie
666:
„On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy,
bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej
prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani
sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia
lub liczby jego imienia. Tu potrzebna jest mądrość. Kto ma rozum,
niech obliczy liczbę zwierzęcia; jest to bowiem liczba człowieka.
A liczba jego jest sześćset sześćdziesiąt sześć.”
Obj 13,16-18
Po spędzeniu iluś godzin na czytaniu różnych
interpretacji na ten temat na forach internetowych i przeglądnięciu
różnych artykułów, a także fragmentów programów informacyjnych
puszczanych w telewizji wykreował mi się w głowie pewien obraz
przyszłości do której ludzkość zmierza, a mianowicie, że
powstanie jeden ogólnoświatowy system ściśle powiązany z
systemem płatniczym, w którym nie będzie już wielu różnych
dokumentów jak np. dowód osobisty, prawo jazdy, paszport,
legitymacja studencka, karta płatnicza czy karta zdrowia ale że to
wszystko zostanie zastąpione przez mikrochip wszczepiany pod skórę
na którym będą wszystkie personalne informacje łącznie z
pieniędzmi, które będą odczytywane poprzez skanowanie
zbliżeniowe. Czytałem też, że najlepszymi miejscami na ciele do
wszczepienia takiego chipa jest dłoń i czoło, gdyż w tych
miejscach temperatura ciała najszybciej się zmienia, a to się
przyczynia do ładowania baterii chipa – pasuje to więc do
podanego fragmentu z Objawienia. Widziałem też, że to w jakiejś
formie już funkcjonuje np. na jakiejś dyskotece w Barcelonie
zaczęto wszczepiać ludziom chipy na które można przelać jakąś
kwotę pieniędzy, żeby nie musieli nosić portfela przy sobie i
mogli tańczyć w samej bieliźnie; albo, że w Meksyku bogaci
rodzice wszczepiają swoim dzieciom chipy jako nadajniki GPS z obawy
przed porwaniem dla okupu; na internecie można także znaleźć
oficjalną reklamę chipa wszczepianego pod skórę pacjentom w USA,
który ma za zadanie ułatwić dostęp do danych medycznych
pacjentów. Dowiedziałem się też, że działanie takich chipów
jest związane z technologią RFID
wykorzystującą fale radiowe o ekstremalnie niskich
częstotliwościach(ELF), poprzez które można mieć wpływ na fale
mózgowe i przyczyniać się do zmiany nastroju, emocji, a także
zachowań czy myśli. Poprzez takie chipy możliwa jest więc
kontrola umysłu. Przyjęcie czegoś takiego oznaczałoby więc
całkowite oddanie się w niewolę systemowi tego świata i
ostateczne wyparcie się i odrzucenie Boga. Badając i rozmyślając
nad poruszoną jeszcze w tym fragmencie kwestią liczby 666 doszedłem
do wniosku, że będzie ona pełnić po prostu rolę zwykłego
prefiksu będącego charakterystyczną dla tego systemu liczbą,
która będzie częścią każdego numeru identyfikacyjnego.
Porównując więc współczesne możliwości technologiczne z
tekstem z Objawienia stwierdziłem, że wprowadzenie takiego systemu
do rzeczywistości jest tylko kwestią czasu i że taki chip będzie
właśnie pełnić rolę 'znamienia' bez którego nie można będzie
kupować, ani sprzedawać, a inaczej mówiąc, nie można będzie w
ogóle funkcjonować w tym systemie. Z tekstu tej księgi wynika
również, że Bóg pozwoli działać temu systemowi przez pewien
krótki czas, lecz potem zaprowadzi swój porządek. Będzie to czas,
w którym pośle On swych aniołów z różnymi plagami na ziemię i
będzie tak jak jest napisane:
„I byli ludzie popaleni wielkim żarem, i bluźnili
imieniu Boga, który ma moc nad tymi plagami, a nie upamiętali się,
by mu oddać chwałę.” Obj 16,9
„I bluźnili Bogu niebieskiemu z powodu swoich
bólów i z powodu swoich wrzodów, i nie upamiętali się w swoich
uczynkach.” Obj 16,11
Czytając to wszystko przeraziłem się tym do czego
świat dąży i zacząłem się zastanawiać w jakim jestem miejscu i
czy uniknę tego co nieuchronnie się stanie. Zdałem sobie sprawę,
że niezależnie od tego czy ludzie w to wierzą czy nie wierzą, to
i tak stanie się to co jest przez Boga zapowiedziane i ludzkość
poniesie konsekwencje odrzucenia Boga, a ja jeśli nie zacznę
bardziej szukać Boga to podzielę ich los. Pytałem więc, modliłem
się i prosiłem Boga o pomoc i wtedy
przyszedł w moim życiu czas na Ewangelię – Dobrą Nowinę
o Jezusie i o Bożym Królestwie. Zacząłem więc czytać po kolei
ewangelie: wg św Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, modliłem się
też przed każdym czytaniem o to, aby Bóg dał mi Ducha Świętego
oraz mądrość, poznanie i zrozumienie tego co tam jest napisane.
Zacząłem więc bardziej się zbliżać do Boga i coś się zaczęło
we mnie zmieniać. Przełomowym wydarzeniem dla mnie była sytuacja
gdy słuchając kiedyś muzyki na internecie włączyłem piosenkę
'Idzie mój Pan'. Było to wykonanie śpiewane przez dzieci, które
swym głosem spotęgowały przesłanie tej pieśni. Czułem w ich
głosie głęboką ufność i wiarę w Boga, a tekst, który śpiewały
przeszył mnie do głębi:
„Idzie mój Pan, idzie mój Pan
On teraz biegnie by spotkać mnie
idzie mój Pan, idzie mój Pan
On teraz biegnie by spotkać mnie
Mija góry, łąki, lasy by w komunii stał się cud
On chce chlebem nas nakarmić by nasycić życia
głód”
Słuchając tego i wyobrażając sobie jak Jezus biegnie
i męczy się mijając różne przeszkody po to żeby mi pomóc, żeby
się ze mną spotkać osobiście i obdarzyć mnie swoją miłością
i dobrocią czułem się głęboko poruszony, wręcz przeszyła mnie
Boża miłość jaką wtedy poczułem. Moje przeżycia były jeszcze
dodatkowo spotęgowane tym, że będąc wtedy pod wpływem konopi
byłem bardziej pobudzony duchowo i znacznie głębiej i mocniej to
wszystko odczuwałem niż odczuwałbym normalnie, a także i przede
wszystkim tym, że Bóg okazał mi swoją miłość i staranie o mnie
w momencie w którym nie czułem się do tego przygotowany, ani
godny, ani święty, wręcz przeciwnie, czułem, że większość
ludzi by mnie raczej potępiła jako grzesznika i narkomana i że w
ogóle nie powinienem słuchać tej piosenki będąc w takim stanie.
Jezus okazał mi jednak swą łaskę i pokazał mi, że bez względu
na to w jakim się jest stanie czy sytuacji, On zawsze jest gotowy,
żeby pomóc człowiekowi i nie tylko go nie potępia ale usilnie o
niego zabiega. Pokazał to m. in. poprzez poświęcenie jakiego
dokonał idąc na krzyż i kładąc swoje życie jako ofiarę
przebłagalną za grzechy ludzkości.
„Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam
przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas
umarł.” Rz 5,8
„Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po
to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego
zbawiony.” J 3,17
Podczas
słuchania tej pieśni potęga
Bożej miłości tak mnie przeszyła, że aż padłem na kolana i
zacząłem płakać nie mogąc powstrzymać łez – takie było moje
spotkanie z Jezusem. Od tego czasu coraz bardziej czułem Bożą
obecność w moim życiu oraz owoce Ducha Świętego w sobie jakimi
są m. in. pokój, radość, miłość, uprzejmość, łagodność,
wstrzemięźliwość. Ogólnie też Bóg zmienił moje patrzenie na
różne rzeczy, w tym na kobiety i uwolnił mnie z pożądliwości i
pornografii i pokazał mi swój punkt widzenia. Kompletnie mi minęła
ochota na imprezy i alkohol, nie chciało mi się też już tak palić
jak wcześniej, chociaż dalej paliłem gdyż uzależniałem w pewnym
stopniu swoje przeżycia duchowe od stanu jaki osiągałem po
konopiach. Bóg jednak nie chciał, żebym dalej
palił - wierzę,
że mi to powiedział przez pewną sytuację, po której
stwierdziłem, że On chce, żebym to teraz zostawił. Miałem wtedy
różne wątpliwości co do tego, gdyż konopie jako roślinę
uważałem za Boże stworzenie, które pomagało mi w pewnym stopniu
w rozumieniu duchowej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony
czułem, że Bóg nie chciał, żebym korzystał z takich
wspomagaczy. Chciałem wtedy sprawdzić Jego wolę w tej sprawie i
postanowiłem zasiać kilka ziarenek konopi i pomodlić się o to, że
jak to jest Jego wolą, żebym to używał to żeby z tych nasion coś
wyrosło a jak nie jest Jego wolą to żeby nie wyrosło. Niedługi
czas potem spotkałem znajomego w parku, który dał mi trochę
ziela, a także ziarenko konopi, o którym powiedział, że jest
jedyne w całej dostawie i że rzadko się zdarza, żeby jakieś w
ogóle było. W każdym razie był to dla mnie sygnał, że Bóg chce
mi odpowiedzieć, więc jak nadeszła pora siania to się pomodliłem
o to i zasiałem to ziarenko – nic jednak z niego nie wyrosło. Od
tamtej pory postanowiłem więc nie używać więcej konopi. Po paru
miesiącach jednak znowu po nie sięgnąłem i wtedy Bóg mnie
napomniał mówiąc 'synu krnąbrny i nieposłuszny' – głos ten
słyszałem w swoich myślach i zastanawiałem się przez jakiś czas
czy sobie nie wymyślam czegoś ale w sumie to nie rozumiałem słowa
'krnąbrny' i stwierdziłem, że sam bym sobie tego nie wymyślił.
Zajrzałem potem do słownika, żeby zobaczyć definicję tego słowa
i się okazało, że to oznacza 'nie dający sobą kierować'.
Postanowiłem więc poddać się Bożej woli w tej sprawie i pozbyć
się resztek konopi jakie jeszcze miałem.
Ogólnie oprócz konopi indyjskiej próbowałem także innych ziół
m.in. dostępnej kiedyś w sklepie dopalacze.com szałwii wieszczej,
która ma tak potężne działanie, że po różnych opisach w
internecie bałem się jej używać, gdyż inni opisywali, że
wychodzili po niej z ciała i tracili nad nim kontrolę. Zdecydowałem
się jednak spróbować jej - po jej spożyciu miałem wrażenie
jakiejś duchowej obecności wokół siebie i podobnie swoje
przeżycia opisywali inni na forach internetowych. Dość długo też
miałem chęć ponownego sięgnięcia po konopie i wierzę teraz, że
było to wynikiem duchowego przymierza czyli poddania się związanemu
z tym duchowi, który się mnie czepił, z czego nie zdawałem sobie
wcześniej sprawy, jednak o tym, że tak było świadczy taka
sytuacja, w której pewna dziewczyna modląc się nade mną wygoniła
tego ducha ze mnie mówiąc 'duchu zielarstwa idź precz w imieniu
Jezusa' – nie mówiłem jej nic o swoich przygodach z ziołami, a
jednak Duch Święty jej to objawił i tak przemówiła w Bożym
autorytecie wyganiając ze mnie tego ducha. Duchowy wpływ związany
z używaniem tych ziół był u mnie dość widoczny, gdyż kilka
razy zdarzyło mi się, że ktoś się mnie pytał na ulicy czy mam
jakieś zioło, nawet policja kiedyś przejeżdżając w mojej
okolicy zatrzymała się koło mnie pytając mnie głównie o
posiadanie marihuany.
Nie
wiem jaki był dokładnie Boży zamysł przy stwarzaniu takich roślin
ale myślę, że tak jak było w przypadku drzewa poznania dobra i
zła w ogrodzie Eden, tak też jest teraz w przypadku różnych
roślin, że są one źródłem poznania rzeczywistości duchowej,
zarówno z dobrej jak i ze złej strony i mogą np być furtką do
wejścia w spirytyzm czy szamanizm, które są częścią okultyzmu,
który jest po prostu przymierzem z demonami, a to jest złe, gdyż
Bóg mówi: „Nie będziesz miał innych bogów obok
mnie”.
Poznanie i zgłębienie dobra i zła może i jest w czymś przydatne
jednak przez samo poznanie nie można osiągnąć życia, ani się
zbawić, gdyż to Jezus jest życiem i to On może zbawić człowieka.
Potrzebna jest nam więc trwała relacja i społeczność z
Chrystusem przez wiarę. Jezus powiedział:
„Ja jestem
drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak
tylko przeze Mnie.” J 14,6
„Kto trwa we
mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić
nie możecie. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak
zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie
spłoną.” J 15,5-6
Gdy
poznałem Jezusa
pojawiło się u mnie pragnienie dalszego wzrostu duchowego i
społeczności z innymi wierzącymi, zacząłem więc chodzić na
msze. Trochę się tego wstydziłem przed znajomymi, gdyż czułem,
że by mnie wyśmiali przez to, że chodzę do kościoła i wierzę w
Jezusa ale Bóg dał mi pewien sen na ten temat – w tym śnie
szedłem sobie z jednym znajomym i nagle spotkaliśmy radosną grupkę
śpiewającą 'Alleluja', chciałem się do nich przyłączyć ale
się zawahałem gdy ten znajomy zaczął się z nich śmiać, po
chwili jednak postanowiłem się do nich przyłączyć, a ten znajomy
zniknął – zrozumiałem przez to, że nie powinienem się
przejmować wyśmianiem ale iść dalej za Bogiem i tak też
zrobiłem. Czytałem w tamtym okresie też różne świadectwa ludzi,
którzy doświadczali Bożej działalności w swoim życiu i jedno z
tych świadectw mnie skutecznie zachęciło do pójścia do spowiedzi
i solidnego przygotowania się do niej poprzez przeanalizowanie
swojego życia przez pryzmat 10 przykazań. Była w nim mowa o
rzeczywistej obecności Jezusa podczas spowiedzi i że spowiednik
jest pośrednikiem między Nim a spowiadającym się. Zdecydowałem
więc pójść się wyspowiadać i pomodliłem się z głębi serca
do Boga o to, aby Jezus faktycznie był na tej spowiedzi. Gdy więc
już do niej poszedłem i gdy czekałem w kolejce do konfesjonału i
jak już była tylko jedna osoba przede mną, wtedy nagle podszedł
do tego konfesjonału pewien ksiądz, w którym zobaczyłem owoce
Ducha Świętego o których czytałem w Biblii: „Owocem zaś Ducha
są: miłość, radość, pokój...”
- to w nim widziałem i odczułem, że ten człowiek został
przysłany przez Boga. Zamienił się on z tym księdzem, który
wtedy siedział w konfesjonale, do którego czekałem – zrozumiałem
przez to, że moja modlitwa została wysłuchana i że Bóg będzie
pośród nas. Podczas tej spowiedzi chciałem być jak najbardziej
szczery, żeby nic nie zataić i mówiłem niektóre rzeczy dość
szczegółowo, na co ksiądz odpowiedział 'spokojnie braciszku, ja
cię rozumiem' – później pomyślałem, że to sam Jezus tak do
mnie powiedział. Pod koniec spowiedzi jeszcze ksiądz mi zwrócił
uwagę na rozważenie swego życia pod kątem 10 przykazań, czyli
wskazał mi na to, na co zwróciłem uwagę przed spowiedzią –
uznałem to za dodatkowe potwierdzenie tego, że Bóg tam działał,
a także za sygnał do tego, że wyznanie grzechów nie jest
oczyszczeniem swojej karty z możliwością ponownego grzeszenia,
lecz jest krokiem do głębszej relacji z Bogiem. Ksiądz mówił
też, żebym chodził do kościoła, więc postanowiłem chodzić
regularnie na msze. Po jakimś czasie było mi jednak mało, chciałem
z kimś głębiej porozmawiać o Bogu, z jakimś rówieśnikiem.
Spotkałem tam na mszy koleżankę ze studiów ale ona coś mówiła,
że chodzi do kościoła bo tak ją nauczono. W sumie to o Bogu za
bardzo z nią nie porozmawiałem i nie wiem jaka jest jej relacja z
Nim, być może coś z Nim przeżywa i Bóg ma dla niej jakiś plan.
Mi w każdym razie było czegoś brak i chciałem z kimś
porozmawiać, posłuchać jak inni doświadczają Boga więc będąc
ciekaw jakichś świadectw, poszukałem ich w internecie i natrafiłem
na historię pewnego chrześcijanina utożsamiającego się z
Kościołem Zielonoświątkowym. Nie znałem wcześniej nauczania i
wyznania zielonoświątkowego, więc się tym zainteresowałem i
poczytałem o tym i wtedy zobaczyłem, że w tym Kościele jest
bardziej biblijne podejście do wielu spraw niż w Kościele
Katolickim np. praktykowany jest świadomy chrzest wodny po wyznaniu
wiary w Jezusa; na pamiątkę śmierci Jezusa spożywana jest
Wieczerza Pańska pod postacią chleba i wina – dziwiło mnie to
potem, że w Kościele Katolickim księża cytują Biblię mówiąc
„bierzcie i pijcie z niego wszyscy”, a jednak nie podają potem
tego kielicha ludziom – jest to jakieś niepełne; dalej, zgodnie z
Biblią Głową Kościoła nie jest żaden człowiek na ziemi, lecz
Jezus Chrystus, który jest w Niebie, tak samo termin Ojciec Święty
jest zarezerwowany tylko dla Boga. Zobaczyłem też, że celibat
wcale nie jest Bożym nakazem, a jest nawet zwiedzeniem
„A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych
czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów
zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich, uwiedzeni obłudą
kłamców, naznaczonych w sumieniu piętnem występku, którzy
zabraniają zawierania związków małżeńskich, przyjmowania
pokarmów, które stworzył Bóg, aby wierzący oraz ci, którzy
poznali prawdę, pożywali je z dziękczynieniem.” 1 Tm 4,1-3
Niektórych z tych i
innych różnic dowiadywałem się też po czasie. W każdym razie na
tyle się zaciekawiłem Kościołem Zielonoświątkowym, że
postanowiłem się przejść do najbliższej wspólnoty. Poszedłem z
kolegą i gdy weszliśmy na nabożeństwo to zobaczyłem tam więcej
takich ludzi jak ten ksiądz ze spowiedzi, mieli w sobie tę samą
radość, miłość i pokój – Słowo Boże mówi „Poznacie
ich po ich owocach”. Pamiętam, że
jakaś kobieta podeszła i nas przywitała. Na nabożeństwie czułem
ogromną radość gdy śpiewane były różne pieśni, ludzie
podnosili ręce do góry – chwalili Boga. Pamiętam też taki
fragment z Pisma Świętego, który był wtedy zawieszony na głównej
ścianie naprzeciw wejścia:
„Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie
modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie
mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się
wam - mówi Pan” Jr 29,12-14
I
tak właśnie było - szukałem Boga i Jego ścieżek oraz dalszej
drogi dla siebie i znalazłem, a On mi pokazał, że mnie prowadzi –
chwała Bogu! Czułem wtedy, że
Bóg mnie tam przyprowadził, więc zacząłem tam częściej
chodzić. W międzyczasie zacząłem też chodzić z koleżanką do
katolickiego duszpasterstwa akademickiego, jednak ze względu na
coraz większą świadomość zwiedzenia jakie jest w kulcie
katolickim nie mogłem tam dłużej chodzić. Była tam np pewnego
razu tzw adoracja Najświętszego Sakramentu– wyglądało to tak,
że wszyscy klęczeliśmy wokół stołu na którym stała tzw
monstrancja ze znajdującą się w niej hostią, która w Kościele
Katolickim bywa nazywana samym Jezusem - skojarzyło mi się to z tym
co czytałem w Starym Testamencie odnośnie kultu złotego cielca,
którego Izraelici zrobili po tym jak Bóg ich wyprowadził z Egiptu
i prowadził ich będąc w słupie ognia i w słupie obłoku i
pokazując im przez to, że On jest Duchem, a oni jednak zrobili
później posąg złotego cielca i powiedzieli: „Izraelu,
oto bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej.”
Wj 32,4. Podobnie na mszach księża mówią o hostii: „Oto Baranek
Boży, który gładzi grzechy świata”. Zobaczyłem, że w tym
Kościele jest duże odstępstwo od Bożej woli. Kiedyś też byłem
na pewnej mszy podczas której ksiądz mówił o wyświęceniu obrazu
Matki Boskiej i ukoronowaniu go – jest to zwiedzenie pod kilkoma
postaciami naraz: po pierwsze kult obrazów i rzeźb jest nazywany
bałwochwalstwem, które jest złamaniem przykazania Bożego
mówiącego: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego
obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi
nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał
im pokłonu i nie będziesz im służył...” Wj 20,4-6. Odnośnie
tego jest też napisane: „Mienili się mądrymi, a stali się
głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy
przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne
zwierzęta i płazy” Rz 1,22-23. Po drugie jeśli chodzi o kult
Marii i wszelkie dogmaty katolickie z nią związane to też są one
niezgodne z Pismem Świętym, gdyż nie jest ona ani Królową
Niebios, ani nie była niepokalanie poczęta, ani też nie powinna
być osobą zrównaną z Bogiem. Sama zresztą nazwała Boga swoim
Zbawicielem a siebie służebnicą – świadczy o tym fragment
Ewangelii wg św. Łukasza: „I rzekła Maria: Wielbi dusza moja
Pana, i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo
wejrzał na uniżoność służebnicy swojej.” Łk 1,46-48.
Mając więc świadomość odstępstwa Kościoła
Katolickiego od Bożych zasad praktycznie przestałem tam chodzić.
Chciałem być w prawdziwym Kościele Chrystusowym, który żyje
według Bożego Słowa i w którym prawdziwie działa Duch Święty.
Zacząłem więc częściej chodzić do pobliskiej wspólnoty
zielonoświątkowej, której wyznanie znacznie bardziej trzymało się
Biblii. Myślałem też o chrzcie wodnym i nawet chciałem być
ochrzczony jako świadomy wierzący jednak miałem wątpliwości czy
może nie wystarczy ten chrzest katolicki, który miałem jako
niemowlę. W tamtym czasie modliłem się o dalszą drogę życia dla
siebie, gdyż myślałem o zmianie uczelni lub o podjęciu jakiejś
pracy i oczekiwałem jakiegoś Bożego prowadzenia w tej sprawie. Bóg
mi jednak odpowiedział trochę inaczej niż myślałem, tzn nie
wskazał mi żadnej uczelni ani pracy, lecz wskazał mi właśnie na
chrzest. Miałem w związku z tym sen, który wyglądał tak:
- stałem w wodzie zanurzony do pasa obok jakiejś
osoby, chyba nawet obok Jezusa, a następnie zanurzyłem się w tej
wodzie, z której się już nie wynurzyłem ja, lecz jakby nowa osoba
ze mnie.
Słowo Boże mówi:
„Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym
jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.”
2 Kor 5,17
Był to więc dla mnie znak od Pana, żebym się
ochrzcił. Jednak zwlekałem z tym gdyż nie czułem się na to
gotowy, ani w pełni sprawiedliwy. Dalej modliłem się o swoją
dalszą drogę odnośnie pracy i uczelni, a chrzest traktowałem jako
coś na co się zdecyduję jak już poukładam inne sprawy. Bóg
jednak powiedział mi we śnie takie słowa:
'Nie wchodzi się na górę, aby z niej zejść i nie
schodzi się, aby wejść z powrotem. Tam gdzie ma się wejść tam
się wchodzi'.
Zrozumiałem przez to, że jak już idę za Bogiem to
mam iść dalej i dalszym krokiem jest ten chrzest, a jak będę
zwlekał to tak jakbym się cofnął i potem mógłbym już nie wejść
z powrotem na Bożą ścieżkę. Po przemyśleniu tego wszystkiego i
po dalszych modlitwach i utwierdzeniu przez Boga zdecydowałem się
na chrzest, chociaż myślałem, że nie jestem na to w pełni
gotowy. Zrozumiałem później, że Bóg jednak inaczej myśli –
dla Niego człowiek jest sprawiedliwy i święty przez wiarę:
„... człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez
wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w
Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by
osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez
wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie
Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia.”
Gal 2,16
Tak więc zdecydowałem się iść dalej za Panem
wierząc, że dalej mnie będzie prowadził i przyjąłem chrzest
wodny, który był dla mnie wkroczeniem w nowe życie. Jako nowo
narodzony z wody i z Ducha zacząłem wzrastać w duchowym Kościele
Chrystusowym w społeczności z braćmi i siostrami. Zaczęliśmy
nawzajem czerpać ze swoich świadectw i doświadczeń, a Bóg dawał
kolejne znaki i dowody swojej obecności. Kiedyś mnie jedna siostra
zachęciła swoją postawą i modlitwą do tego, abym wyznał
Jezusowi, że Go kocham i tak też zrobiłem w modlitwie. Niedługo
potem jechałem w parku na rowerze i z daleka sobie upatrzyłem pewną
ławkę, na której postanowiłem usiąść. Jak do niej podjechałem
to zobaczyłem na niej mocno wyryty napis 'Ja też cię kocham' –
była to dla mnie odpowiedź na moje wyznanie miłości do Boga.
Oprócz tego doświadczyłem też oraz byłem świadkiem
wielu różnych wysłuchanych modlitw np. mój tata miał iść
kiedyś do szpitala na jakąś operację ale gdy się o niego
modliłem to się okazało, że jednak poprawiły się wyniki i już
nie musi iść na operację. Podobna sytuacja z uzdrowieniem była po
modlitwie z bratem i jego żoną o ich jeszcze nienarodzone wtedy
dziecko, u którego wykryto arytmię serca. Dziecko urodziło się z
bardzo dobrymi wynikami i jest pociechą dla wielu, a jego imię
brzmi Michał co oznacza 'Któż jak Bóg'. Na temat modlitwy i
uzdrowienia Słowo Boże mówi:
„A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan
go podźwignie” Jak 5,15
Odnośnie tego Bóg wysłuchiwał też innych próśb o
uzdrowienie i nawet z raka uzdrawiał – chwała Panu!
Bożego działania doświadczam też ogólnie w różny sposób –
kiedyś na przykład modliliśmy się w parę osób o jedną osobę i
podczas tej modlitwy gdy zamknąłem oczy nagle zacząłem widzieć w
swojej wyobraźni dość wyraźnie różne obrazy, które miały dla
mnie taki sens, że Bóg będzie działał przez tą osobę przez
swego Ducha i przez moc. W tym samym czasie, zanim się jeszcze
podzieliłem tym co widziałem i swoją interpretacją, jedna siostra
usłyszała w duchu podczas modlitwy słowa 'Koryntian 2,4' i
zapisała je na kartce, a potem jak ja skończyłem mówić to
przeczytała wskazany przez Pana fragment z listu do Koryntian, który
mówi:
„a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone
w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich
Duch i moc” 1 Kor 2,4
Było to więc dla nas Boże potwierdzenie, że ta osoba
o którą się modliliśmy będzie używana przez Boga w Jego Duchu i
mocy.
Mogę więc śmiało powiedzieć, że doświadczam w
swoim życiu niesamowitego działania Żywego Boga, choć nie jestem
jakiś specjalny – każdy może się do Niego zwrócić. Bóg chce,
żeby każdy do Niego przyszedł:
„Przyjdźcie
do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was
pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo
jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz
waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.”
Mt 11,28-30
Postępując według słów Jezusa, które są życiem,
często można się spotkać z różnymi doświadczeniami. W związku
z tym byłem w różnych sytuacjach, w których nie szukając swoich
racji przepraszałem za coś tatę czy mamę i dążyłem do
pojednania z nimi co owocowało przebaczeniem i pokojem. Gdy
uwierzyłem w Jezusa, zdecydowałem się oddać Mu swoje życie i
uznać Go za swojego Pana, chcę też iść za Nim tam gdzie mnie
poprowadzi.
„Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną,
a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy,
uczci go Ojciec mój.” J 12,26
Krystian
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz