wtorek, 27 września 2016

Bóg przeprowadził mnie przez studia

     Jakiś czas temu umieściłem tu na blogu wpis na temat tego, jak Bóg dał mi pracę oraz jak poprowadził mnie na studia. Miały to być studia magisterskie w trybie zaocznym, co oznaczało, że trzeba będzie płacić czesne – nie miałem wtedy zapewnionego zarobku na okres tych studiów ale postanowiłem zaufać w tym Panu i zdecydowałem się na nie pójść. Po niedługim czasie, już po opłaceniu pierwszego semestru, podjąłem pracę, do której, jak wierzę, poprowadził mnie Bóg – otrzymałem wtedy odnośnie tego różne znaki od Boga, którymi się kierowałem i które szerzej opisałem w świadectwie dotyczącym otrzymania pracy od Boga.
     Jest jednak jeszcze jedna rzecz, którą Bóg mi wtedy przekazał, a którą chciałbym się teraz podzielić – jeszcze przed rozpoczęciem tego etapu studiów i przed podjęciem pracy, gdy zwracałem się w modlitwie do Boga o sprawy finansowe, pojawiła mi się w głowie myśl: 'stypendium'. Było to dla mnie pewnym zaskoczeniem, gdyż nie myślałem wcześniej o tym i też nie zdawałem sobie sprawy, że na studiach zaocznych można otrzymać stypendium. Gdy się jednak tym zainteresowałem i popytałem na uczelni to okazało się, że studenci zaoczni również mogą otrzymywać stypendium. Z takim też więc nastawieniem rozpocząłem wtedy te studia, jednak na otrzymanie stypendium musiałem trochę poczekać – nie mogłem go dostać od razu, na początku studiów, ale dopiero w drugim semestrze – musiałem się też przyłożyć do nauki, abym miał szansę na otrzymanie pieniędzy. Dzięki Bogu wszystko dobrze poszło i na drugim semestrze otrzymałem stypendium. Otrzymywałem je również na kolejnych semestrach, aż do skończenia studiów. Ciekawe jest to, że w trakcie pierwszego semestru nie otrzymywałem stypendium ale za to miałem dość dobre wynagrodzenie z pracy. Potem jednak, gdy musiałem zrezygnować z pracy i podjąć inną, gorzej płatną, to zacząłem otrzymywać stypendium - okazało się ono wtedy naprawdę pomocne. Bardzo pomocne okazało się również to, że przez okres studiów wspierała mnie również finansowo moja ciocia, za co też dziękuję Bogu, gdyż dzięki temu mogłem przez pewien czas nie pracować, przez co miałem więcej czasu na napisanie pracy magisterskiej.
     Co jest ważnego w tym świadectwie Bożego prowadzenia to to, że przed podjęciem studiów nie miałem zapewnionego żadnego źródła finansowego, nie miałem wtedy pracy, nie wiedziałem czy dostanę stypendium i nie wiedziałem także, że dostanę wsparcie od cioci. Bóg jednak pokazywał kierunek, a ja musiałem podjąć decyzję i zrobić krok wiary. Gdy go zrobiłem, to Bóg okazał się wierny i zaopatrzył mnie we właściwym czasie we wszystkim – chwała Bogu!
     Oczywiście z pewnymi rzeczami wiązały się też pewne moje starania, np. o to stypendium. Wiem jednak, że bez Bożej pomocy być może bym nawet o nim w ogóle nie pomyślał i nie nastawiałbym się, że mogę je dostać, być może też nie przyłożyłbym właściwych starań do tego i nie osiągnąłbym odpowiednich wyników. Była więc w tym wszystkim Boża ręka. Podobnie było też przy pisaniu mojej pracy magisterskiej – gdy się zatrzymywałem i nie wiedziałem o czym dalej pisać, to zaczynałem szukać pomocy i kierunku u Boga, wtedy przychodziło mi pewne rozjaśnienie i jakby oświecenie, tak, że mogłem pisać dalej. Ja robiłem co potrafiłem ale gdy nie wiedziałem co dalej, to Bóg dopomagał we wszystkim – chwała Bogu!

A wiemy, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, to jest z tymi, którzy według postanowienia jego są powołani.” Rz 8,28

sobota, 9 kwietnia 2016

Odpowiedź na modlitwę w sprawie jednego z wpisów na blogu

     Po swoim wpisie pt. 'Dziurawe Biblie' modliłem się do Boga o to czy może nie przesadzam z pewnymi rzeczami, czy może nie piszę zbyt ostro itd. i prosiłem Boga o jakąś odpowiedź. Niedługo potem, a właściwie tego samego dnia jeszcze, dostałem wiadomość na facebooku od jednego brata, że bardzo ciekawe świadectwo i że fajnie, że słucham rad innych i że sprawdzam co Bóg na to – chwała Bogu!
     Zobaczyłem też, że dostałem na gmailu wiadomość z czatu od innej osoby. Wiadomość tę dostałem zanim jeszcze dodałem ten wpis ale zobaczyłem ją dopiero po dodaniu wpisu, w każdym razie też odebrałem to jako pewną odpowiedź na moją modlitwę – była w tej wiadomości zachęta do dodawania kolejnych wpisów i świadectwo tego, że to co napisałem do tamtej pory było poruszające – chwała Bogu.
     Jeśli kogoś porusza to co piszę to cieszę się, chwała niech będzie Bogu za to. Może rzadko piszę, może ktoś uważa, że coś źle piszę, że Bóg inaczej na coś patrzy, że nie trzeba się wyrzekać pewnych rzeczy, że nie trzeba praktykować pewnych rzeczy, że Bóg patrzy tylko na serce a to co na zewnątrz to się nie liczy. Właśnie myślę, że jest tak, że Bóg patrzy przede wszystkim na serce, tylko pytanie czy w tym sercu jest uległość wobec woli Bożej i chęć przebywania z Nim i poznania Go bliżej. Myślę także i tak też wierzę, że w drodze z Bogiem nie wszystko jednak jest naraz ale, że Bóg stopniowo nam odkrywa różne rzeczy, że przemawia do nas stosownie do tego jak możemy słuchać i nie wkłada na nas niepotrzebnego jarzma, które by było dla nas ku śmierci, a nie ku życiu. Nie powinno być jednak tak, że skoro na coś nie jesteśmy gotowi, to całkowicie to odrzucamy.

I w wielu takich podobieństwach zwiastował im słowo stosownie do tego, jak mogli słuchać. A bez podobieństwa nie mówił do nich. Na osobności zaś wykładał uczniom swoim wszystko." Mk 4,33-34

     Ciekawe jest to, że Jezus do swoich uczniów mówił więcej niż do pozostałych ludzi. Tym, którzy byli bliżej Niego przekazywał więcej nauki i dokładniej ją wyjaśniał, przekazując tym samym więcej prawdy o Bogu i o Jego świętych drogach – to wiązało się też oczywiście z większymi przez nich wyrzeczeniami ale też z bliższą obecnością Chrystusa i obfitszym owocem Ducha. Apostoł Paweł napisał o tym, że jego zwiastowanie, napominanie i nauczanie ma na celu stawienie każdego człowieka doskonałym w Chrystusie Jezusie (Kol 1,28) i robił to między innymi poprzez swoje listy – nie lekceważmy więc żadnego słowa, które jest w Biblii.
     Jezus powiedział...

Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie; lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, wprowadzi was we wszelką prawdę, bo nie sam od siebie mówić będzie, lecz cokolwiek usłyszy, mówić będzie, i to, co ma przyjść, wam oznajmi. On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi.” J 16,12-14

     Widzimy z tych słów, że Jezus ma nam jeszcze wiele do powiedzenia ale że nie są to łatwe rzeczy czy sprawy, a wręcz trudne. Są to jednak sprawy, które mają Go uwielbić, a my, gdy się do nich stosujemy i je przyjmujemy też przyczyniamy się do uwielbienia Go. Uwielbienie Go to nie tylko śpiewanie, prawdziwe uwielbienie to pozwolenie Chrystusowi, żeby się w nas objawił. Dzieje się to też przez takie może i małe rzeczy jak wyrzeczenie się biżuterii czy nakrycie głowy przez kobiety podczas modlitwy, czy skromność w ubiorze i nie uleganie modzie tego świata. Ja jednak myślę, że nie są to zbyt małe rzeczy, żeby je odrzucić, gdyż znalazło się dla nich miejsce w Piśmie Świętym, żeby o nich wspomnieć, a jeśli kogoś to i tak nie przekonuje to niech rozważy to, że wierność w małym jest przez Boga wynagradzana (Łk 19,17).
     Są jednak jeszcze rzeczy większe, które też są trudne do przyjęcia. Jezus powiedział, że jeśli nie będziemy jedli Jego ciała i pili krwi Jego, nie będziemy mieli życia w sobie – uczniowie Jego zgorszyli się na te słowa i mówili, że twarda to mowa. Wielu z nich zaraz potem odwróciło się od Niego i już z Nim nie chodziło - są takie rzeczy, które są naprawdę trudne do przyjęcia. Jezus jednak mówiąc te trudne słowa powiedział dalej: „Duch ożywia. Ciało nic nie pomaga. Słowa, które powiedziałem do was, są duchem i żywotem” oraz „nikt nie może przyjść do Mnie, jeśli mu to nie jest dane od Ojca” (J 6,60-66).
     Zachęcam więc, abyśmy pytali Pana o wszystko i przychodzili do Niego ze wszystkim przykładając do duchowych rzeczy duchową miarę i pytając Go na osobności o wszystko, a Pan będzie nam wyjaśniał wszystko – chwała niech będzie Bogu! Miejmy też postawę sług Bożych, którzy przyjmują słowo Boże jak Maria:

Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego” Łk 1,38

     My mówmy podobnie: „Oto ja sługa Boży, chcę żyć według słowa Twego”. 
     Jezus modlił się do Boga za swoimi uczniami prosząc:

„Poświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą.” J 17,17

     Niech więc Bóg nas poświęca w prawdzie swojej i niech nas uświęca i niech pomaga nam być wiernymi w małym ale też i w dużym. Zachęcam do modlitwy i do szukania woli Bożej we wszystkim, a też proszę i za siebie o modlitwę, aby i mi Bóg wszystko rozjaśniał i pomógł być wiernym we wszystkim i aby też, kiedy będę się jeszcze zabierał do pisania czegoś na tym blogu, dawał słowo ku zbudowaniu dla Kościoła Jego. Amen. Niech Bóg błogosławi wszystkich, którzy czytają te wpisy.

środa, 5 sierpnia 2015

Bóg ma moc odwrócić każdą sytuację

     Bóg potrafi wyprowadzić nas z każdej sytuacji i obrócić ją ku dobremu, nawet jeśli ludzie już wydali na nas wyrok. W księdze Estery, w Starym Testamencie jest opisana historia, w której wydano zarządzenie, że mają być wytępieni wszyscy Żydzi zamieszkujący terytorium króla Ahaszwerosza. Zarządzenie to miało być wykonane pewnego oznaczonego dnia. Też co do pewnego Żyda spośród orszaku królewskiego zaplanowano śmierć przez powieszenie na szubienicy, którą już nawet na niego przygotowano i zaplanowano, że następnego dnia z rana zostanie on na niej powieszony. Stało się jednak inaczej. Na szubienicy zawisł nie ten Żyd, którego chciano powiesić ale ten, z którego inicjatywy wyszedł cały ten spisek. W dodatku, jeszcze zanim go powieszono, musiał on po placu miejskim obwozić tego Żyda, którego chciał zabić i wołać przed nim: „Tak postępuje się z mężem, którego król chce odznaczyć.” (Est 6,11). Także całe zarządzenie wydane przeciwko Żydom obróciło się na ich korzyść i zostało skierowane przeciwko ich wrogom, tak, że ten dzień, który miał być dniem wytępienia Żydów, stał się dla nich dniem wesela i radości. Taki obrót sprawy nastąpił zaraz po tym, gdy Żydzi zwrócili się do Boga poprzez trzydniowy post.
     Podobna sytuacja opisana jest w księdze Jonasza, z tym, że w tym przypadku Bóg sam zapowiadał poprzez proroka zagładę miasta, do którego go posłał. Mieszkańcy tego miasta jednak zaczęli żarliwie wołać do Boga. Pościli również i pokutowali i odwrócili się od swego złego postępowania, tak, że Bóg nie zesłał na nich nieszczęścia, które wcześniej zapowiedział. 

     Bóg przekazuje nam poprzez swoje Słowo, abyśmy także zwrócili się do Niego i pokutowali ze swoich złych uczynków, a On wtedy zwróci się ku nam i pomoże nam wyjść z każdej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy.

Nawróćcie się do mnie, wtedy i Ja zwrócę się ku wam - mówi Pan Zastępów.” Mal 3,7

Upamiętajcie się, albowiem przybliżyło się Królestwo Niebios.” Mt 3,2

"W czasie łaski wysłuchałem cię, a w dniu zbawienia pomogłem ci; oto teraz czas łaski, oto teraz dzień zbawienia." 2 Kor 6,2

czwartek, 23 lipca 2015

Dziurawe Biblie

     Miałem niedawno sen, w którym trzymając Biblię w rękach zauważyłem, że na jednej ze stron była dziura o średnicy około kilku centymetrów. Ten sen zwrócił moją uwagę na to, że jakieś słowo z Pisma może być dla mnie nieznane albo pominięte przez co mogę być w pewien sposób ograniczony i pozbawiony części Bożego charakteru i Jego doskonałości. Byłem też niedawno na pewnym obozie chrześcijańskim ze zboru, do którego od jakiegoś czasu chodzę i tam pewien starszy brat spytał się mnie po co mi łańcuszek na szyi, mówił mi też o tym, że Biblia pokazuje, żeby się nie zdobić w biżuterię i też, że jest to pewnym przejawem zniewieścienia u mężczyzn jeśli oni zakładają takie rzeczy. Trochę mi się to nie podobało i zacząłem się tłumaczyć, że dostałem to od ojca i że w przypowieści o synu marnotrawnym jest mowa o tym, że ojciec dał pierścień synowi itd. Ten brat mi odpowiedział, że to co innego i zaczął to tłumaczyć jak on to widzi, po chwili się go spytałem czy w takim razie nie powinienem nosić tego łańcuszka, na co mi odpowiedział, że nie powinienem. Nie podobało mi się to gdyż już się przyzwyczaiłem do tego łańcuszka, a poza tym musiałbym się liczyć z tym, że spotkam się z negatywną reakcją mojego ojca na to wszystko. W każdym razie nie chciałem się upierać przy swoim tym bardziej, że zaledwie dwie godziny wcześniej pewna siostra też mi zwróciła uwagę na ten łańcuszek i też z nią miałem rozmowę na ten temat. Chciałem szukać w tym Bożej woli i służyć przede wszystkim Bogu nawet jeśli by się to miało nie podobać wszystkim dookoła w tym i mojemu ojcu. Ściągnąłem więc ten łańcuszek ale potem jednak znów go założyłem bo nie chciałem ulegać ludziom czy jakimś ich zwyczajom czy nauce, którą być może sami sobie wymyślili. Chodziłem jednak dalej z myślami o tym i chciałem, żeby jeszcze Pan sam mi to jakoś potwierdził, poprosiłem więc Go w modlitwie o to, by potwierdził mi to, że to jest Jego wola, żeby tego nie nosić i wyraziłem gotowość do postąpienia wg Jego woli. Podczas najbliższej społeczności jaką mieliśmy na salce ktoś podał nr pieśni ze Śpiewnika Pielgrzyma i zaczęliśmy śpiewać pieśń, której tekst zawierał mniej więcej takie słowa: „Nie mam srebra, nie mam złota ale mam Chrystusa...” - to mi dało do myślenia i się wtedy zastanowiłem nad sobą, że ja chyba właśnie się upieram przy swoim złocie, a jest Chrystus, który jest znacznie cenniejszy niż to. Zerknąłem więc wtedy do Biblii do fragmentu, który dobrze znałem ale do tej pory jakoś jakby inaczej na niego patrzyłem:

Podobnie kobiety powinny mieć ubiór przyzwoity, występować skromnie i powściągliwie, a nie stroić się w kunsztowne sploty włosów ani w złoto czy w perły, czy kosztowne szaty, lecz jak przystoi kobietom, które są prawdziwie pobożne, zdobić się dobrymi uczynkami.” 1 Tm 2,9-10

     Są to słowa skierowane głównie kobiet ale myślę, że nie jest tak, że mężczyzn to nie obowiązuje, po prostu kobiety są na to znacznie bardziej podatne i dlatego tak jest napisane. W każdym razie, po przeczytaniu tego fragmentu, zdecydowałem się ostatecznie ściągnąć mój złoty łańcuszek, aby nie trwać w czymś co się Bogu nie podoba. Po jakimś czasie przypomniał mi się też ten sen o dziurawej kartce w Biblii i zdałem sobie sprawę, że to był ten fragment, który wcześniej przeoczyłem.
     Jezus powiedział, że wykonywanie Jego słowa podobne jest do budowania domu na skale, na trwałym fundamencie (Mt 7,24) i tak sobie myślę, że właśnie każde słowo Boże jest takim materiałem budującym, jeśli jakiegoś słowa nie wykonujemy, jeśli jakieś słowo przeoczamy, to tak jak byśmy ominęli jakiś element budowy, to tak jak byśmy budowali tylko do pewnego momentu, a potem przerwali albo mieli jakieś dziury w swoich ścianach, przez które może się wlać woda i nas zalać.
Bracia i siostry, ile jeszcze takich dziur jest również w waszych ścianach, ile jeszcze takich dziur jest również w waszych Bibliach?
Zdaje mi się jakby wielu chrześcijan w dzisiejszych czasach przeoczało wiele fragmentów, które są w Piśmie Świętym:
Nie nadużywaj imienia Pana, Boga twojego” II Moj 20,7
Czyż sama natura nie poucza was, że mężczyźnie, jeśli zapuszcza włosy, przynosi to wstyd, a kobiecie, jeśli zapuszcza włosy, przynosi to chlubę?” 1 Kor 11,14
I każda kobieta, która się modli albo prorokuje z nie nakrytą głową, hańbi głowę swoją” 1 Kor 11,5
Podobnie kobiety powinny mieć ubiór przyzwoity, występować skromnie i powściągliwie...” 1 Tm 2,9
nie pozwalam kobiecie uczyć ani kierować mężem” 1 Tm 2,12 tzw Przekład dosłowny
Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca.” 1 J 2,15
Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości” Tyt 2,11-12
Wielu bowiem z tych, o których często wam mówiłem, a teraz także z płaczem mówię, postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego... myślą bowiem o rzeczach ziemskich. Nasza zaś ojczyzna jest w niebie” Flp 3,18-20
"Jeśli tedy kto siebie czystym zachowa od tych rzeczy pospolitych, będzie naczyniem do celów zaszczytnych, poświęconym i przydatnym dla Pana, nadającym się do wszelkiego dzieła dobrego." 2 Tym 2,21
Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny, a nie powściąga języka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna. Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionym przez świat.” Jak 1,26-27
Czuwajcie i módlcie się” Mt 26,41
Czuwajcie więc, modląc się cały czas, abyście mogli ujść przed tym wszystkim, co nastanie” Łk 21,36
Taka jest bowiem wola Boża: uświęcenie wasze” 1 Tes 4,3
Dążcie do pokoju ze wszystkimi i do uświęcenia, bez którego nikt nie ujrzy Pana” Hebr 12,14
... a kto święty, niech nadal się uświęca.... Błogosławieni, którzy piorą swoje szaty” Obj 22,11-14
Chrystus w was, nadzieja chwały. Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie” Kol 1,27-28

     Jest jeszcze coś czego brak w wielu społecznościach chrześcijańskich – brak modlitwy na kolanach.

Tak się modlił Jezus: „A sam oddalił się od nich, jakby na rzut kamienia, i padłszy na kolana, modlił się” Łk 22,41

Tak się modlił Szczepan: „Panie Jezu, przyjmij ducha mego. A padłszy na kolana, zawołał donośnym głosem: Panie, nie policz im grzechu tego.” Dz 7,59-60
Tak się modlił też Piotr: „A Piotr, usunąwszy wszystkich, padł na kolana i modlił się” Dz 9,40
Tak się też modlili pierwsi chrześcijanie: „A to powiedziawszy, padł na kolana swoje wraz z nimi wszystkimi i modlił się” Dz 20,36
a wszyscy wraz z żonami i dziećmi towarzyszyli nam aż za miasto, a padłszy na kolana na wybrzeżu, modliliśmy się” Dz 21,5
Apostoł Paweł również zginał swoje kolana: „Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem...” Ef 3,14

     Nie chcę przez to powiedzieć, że Bóg nie słyszy albo nie wysłuchuje modlitw jeśli ktoś się inaczej modli ale jest różnica w tym jak się przychodzi do Boga. Miałem kiedyś też taki sen na ten temat, że ja byłem na kolanach, a obok stał inny wierzący. Ja w tym śnie będąc na kolanach byłem jednak wyższy niż ten drugi, który stał na wyprostowanych nogach.

Ukórzcie się więc pod mocną rękę Bożą, aby was wywyższył czasu swego.” 1 Pio 5,6
Uniżcie się przed Panem, a wywyższy was.” Jak 3,10





(Post edytowany: usunąłem wykrzyknik w jednym miejscu, żeby nie brzmiało, że na kogoś krzyczę lub coś rozkazuję ale jak napisał apostoł Paweł do Filemona, chcę prosić..

"Dlatego, chociaż mógłbym śmiało w Chrystusie nakazać ci, co należy, jednak dla miłości raczej proszę, ja, Paweł, który jestem rzecznikiem, a teraz i więźniem Jezusa Chrystusa" - [11.04.2016])

środa, 11 marca 2015

Poranna modlitwa

     Kiedyś na nabożeństwie podczas kazania jednego brata zostałem zachęcony do porannej modlitwy. Ten brat mówił o tym, że postanowił w wolny dzień wstać o 6 rano, aby czytać Biblię i modlić się do Pana oraz o tym, że miał w związku z tym różne myśli i okoliczności, które go zniechęcały do tego. Przełamał się jednak i wstał i miał dobry czas z Panem. Zachęcony tym świadectwem postanowiłem też tak zrobić i wstałem na następny dzień o 6 rano – nie miałem wtedy pracy ani innych zajęć i był to też dla mnie wolny dzień. Gdy wstałem to wziąłem Biblię i zacząłem się modlić - nie wiedziałem co czytać, nie miałem na to żadnego planu, ani pomysłu więc zacząłem pytać Pana. Pojawiły mi się myśli w głowie, żeby otworzyć na Psalmie 5. Tam przeczytałem takie słowa:

„Usłysz, Panie, słowa moje, przejmij się westchnieniem moim. Zważ na głos błagania mego, Królu mój i Boże mój, bo modlę się do ciebie. Panie, od rana racz słuchać głosu mojego; rano przedkładam ci ofiarę i wyczekuję.”

Te słowa były dla mnie potwierdzeniem, że to był dobry wybór i że Bóg jest ze Mną. Chciałem więc to praktykować częściej. Często jednak było mi trudno wstać o tak wczesnej porze i rzadko mi się to udawało, często kładłem się z powrotem do łóżka, aby dalej spać. Zostałem jednak do tego zachęcony ponownie, gdy trafiłem na Psalm 132:

„Nie wejdę do mieszkania domu mego, nie wstąpię na posłanie łoża mego, nie użyczę snu oczom moim ani powiekom moim drzemania, póki nie znajdę miejsca dla Pana, mieszkania dla mocarza Jakuba.”

Te słowa co prawda wskazują bardziej na wieczorną modlitwę przed snem, jednak zostałem przez nie zachęcony ponownie do porannej modlitwy, gdyż z nią miałem problem, a był to fragment, który też wskazywał na to, aby większą troską obdarzyć społeczność z Panem niż sen.
     Po krótkim czasie jednak zmęczenie znowu zaczęło przezwyciężać ale Bóg znów mnie zachęcił do wczesnego wstawania, tym razem przez innego brata, który opowiedział mi świadectwo o tym, jak jeden wierzący był w Brazylii w jednym ze zborów i widział tam działanie Boże, którego nie widział u siebie w zborze, zachęcony jednak postawą tamtejszych chrześcijan wrócił do Polski i zachęcił cały zbór do porannych modlitw. Podobno po roku czasu ten zbór tak się zmienił, że jak wcześniej nie było przejawów żadnego daru duchowego, tak po roku czasu były wszystkie. To świadectwo konkretnie mnie zachęciło do porannych modlitw, pomyślałem też, że Bóg chce nam dać bardzo dużo i chce dużo z nami zdziałać, jednak my tak mało czasu Mu poświęcamy i tak mało bierzemy od Niego.
     Nie mając więc przez jakiś czas pracy, ani zajęcia wstawałem o 6 rano i modliłem się oraz czytałem Biblię do 10 rano, czyli przez 4 godziny – był to bardzo owocny czas, Pan mnie posilał, mówił do mnie, odpowiadał na moje pytania i modlitwy, prowadził mnie i był blisko. To o czym wcześniej słuchałem, zacząłem doświadczać samemu. Z czasem jednak, gdy zacząłem pracować i chodzić na zajęcia na uczelni to zacząłem przesypiać te poranki, bo już bardziej byłem zmęczony dniem. Zdarzało się też, że musiałem wstać tak wcześnie, że już nie miałem za dużo czasu na modlitwę. Gdy jednak miałem więcej czasu to starałem się wstawać z rana i przychodzić do Pana. Raz miałem taką sytuację, że wstałem też dość wcześnie ale byłem tak zmęczony, że przestawiłem budzik na godzinę później i położyłem się znowu do łóżka, wtedy wyraźnie mi Pan powiedział: 'We Mnie nie ma zmęczenia'. Zachęciło mnie to i otrzeźwiło – pomyślałem sobie, że przecież Pan daje siłę przez Ducha Świętego i że wszystko jest możliwe dla Boga i w Bogu. Żeby jednak znaleźć się w takiej obecności Bożej, aby nie być zmęczonym myślałem sobie, że i tak muszę się przebić przez swoje zmęczenie i wstać i żarliwie modlić się do Pana, a to też często był dla mnie problem. Czasami wstawałem i byłem tak zmęczony, że nie miałem za bardzo ochoty do modlitwy, myślałem też sobie, że nawet nie wiem o co się modlić, wtedy też często przegrywałem i kładłem się znowu spać. Powierzałem jednak tą sprawę Panu i Pan mnie zaczął wzmacniać i dodawać pragnienia do społeczności z Nim. Kiedyś też nabrałem takiego przekonania, żeby pójść na nabożeństwo do pewnego zboru. Jak tam poszedłem to pastor akurat mówił o porannej modlitwie – jego kazanie ponownie mnie zachęciło do wstawania i umocniło moje przekonanie co do modlitwy z rana. Bardziej też sobie uświadomiłem istotę tego i zobaczyłem, że jest to wręcz służba Boża, żeby wstawać rano na modlitwę.
     Starotestamentowa służba kapłańska w świątyni polegała między innymi na codziennym spalaniu kadzidła przed Panem. W Nowym Testamencie natomiast kadzidło zestawione jest wraz z modlitwą.

Synowie Amrama to: Aaron i Mojżesz; Aaron został wyodrębniony - on i jego synowie - na zawsze aby mógł się poświęcić sprawom najświętszym z świętych, składaniu ofiar z kadzidła przed Panem, służbie dla niego i błogosławieniu w jego imieniu, na zawsze.” 1 Krn 23,13

I przyszedł inny anioł, i stanął przy ołtarzu, mając złotą kadzielnicę; i dano mu wiele kadzidła, aby je ofiarował wraz z modlitwami wszystkich świętych na złotym ołtarzu przed tronem. I wzniósł się z ręki anioła dym z kadzideł z modlitwami świętych przed Boga.” Obj 8,3-4

Dawid w jednym z Psalmów mówi też: Niech wznosi się ku tobie modlitwa moja jak kadzidło, A podniesienie rąk moich jak ofiara wieczorna!” (Ps 141,2).
     Bracia i siostry, weźmy więc to sobie do serca i poświęćmy się dla Pana oddając Mu swój czas na modlitwę i społeczność z Nim. Nie zawsze jest łatwo, często człowiek jest zniechęcony, utrudzony, spracowany, brak mu ochoty i bardziej szuka raczej wygody dla siebie i swojego ciała niż Pana ale przytoczę tu słowa apostoła Pawła:

Wzywam was tedy, bracia, przez miłosierdzie Boże, abyście składali ciała swoje jako ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu, bo taka winna być duchowa służba wasza. A nie upodabniajcie się do tego świata, ale się przemieńcie przez odnowienie umysłu swego, abyście umieli rozróżnić, co jest wolą Bożą, co jest dobre, miłe i doskonałe. ” Rz 12,1-2

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Bóg dał mi pracę

       Kończyłem niedawno studia licencjackie i od jakiegoś już czasu modliłem się do Boga o dalsze prowadzenie w związku ze studiami i z pracą. Wspierali mnie też w tym bracia i siostry z Kościoła, którzy razem ze mną się o to modlili.
          W odpowiedzi na te modlitwy Bóg dał mi pewne sny, przez które mi odpowiedział, a także pobudził innych w swoim czasie na potwierdzenie tego co chciał mi przez te sny powiedzieć. Pierwszym takim snem, który był dla mnie Bożym sygnałem, żeby w ogóle kontynuować studia był sen, w którym miałem stłuczkę samochodową, po której miałem rozmowę z policją i miałem dostać od nich mandat oraz miałem im pokazać swoją kartę studencką, po której wyciągnięciu zobaczyłem, że przybyło mi w portfelu trochę pieniędzy. Ogólnie osobiście nie chciałem kontynuować studiów – byłem jakoś do nich zniechęcony i uważałem, że to strata czasu i chciałem też już jakoś pracować i coś zarabiać. Wierzę jednak, że przez ten sen Bóg chciał mi wskazać, żebym jednak kontynuował studia, bo dzięki nim mogę mieć jakieś ulgi w przyszłości, a także wyższe zarobki. Przez pryzmat tego snu modliłem się więc dalej i szukałem dalej Bożych dróg, bo nie wiedziałem jeszcze czy kontynuować ten sam kierunek na tej samej uczelni czy też iść gdzie indziej. Po jakimś czasie, pod sam koniec studiów licencjackich, otrzymałem kolejny sen – dotyczył on tego, że pisałem pracę dyplomową na temat transportu w małej firmie. Zrozumiałem to tak, że Bóg chce, żebym poszedł na studia magisterskie związane z transportem, czyli na logistykę. Szczerze mówiąc to czułem, że ten temat jest mi kompletnie obcy i sam z siebie na pewno bym takiego kierunku nie wybrał. Postanowiłem jednak zaufać Panu stwierdzając, że najlepiej jest się przekonać w praktyce czy to od Boga czy nie i że jak tam nie pójdę to się mogę minąć z Bożą wolą i że w sumie nie mam i tak nic do stracenia bo nie wiem gdzie iść, ani nie mam żadnej pracy itd. Zainteresowałem się więc tym kierunkiem ale zobaczyłem, że jest on tylko w trybie zaocznym, co mi się na początku nie spodobało, bo nie zarabiałem wtedy, aby się móc utrzymać na tych studiach, ani też nie chciałem być w takiej sytuacji, że przez weekend studiuję, a w tygodniu pracuję, przez co nie mam dnia wolnego. Przeanalizowałem jednak ponownie ten sen, który miałem o tej pracy dyplomowej i zainteresowałem się bardziej tym, że w tym śnie promotorem tej pracy była pewna kobieta, z którą miałem kiedyś zajęcia. Szukając informacji na stronie uczelni dotarłem do tego, że ona się oferuje jako promotor tylko dla studentów zaocznych - to było dla mnie potwierdzeniem tego, że Bóg chce, żebym poszedł jednak na te studia zaoczne. Miałem jednak spore wątpliwości co do tego, bo nie miałem żadnej konkretnej pracy, która by mi pozwoliła na utrzymanie się na takich studiach – pracowałem co prawda z jednym bratem z Kościoła przy malowaniu i naprawach okien ale nie mieliśmy zbyt dużo zleceń, przez co moje zarobki były dość małe. Musiałem więc zaufać w tym Panu i pójść na wiarę za Nim. Słowo Boże mówi: „...a sprawiedliwy mój z wiary żyć będzie; lecz jeśli się cofnie, nie będzie dusza moja miała w nim upodobania.” Hbr 10,38. Stwierdziłem wobec tego, że się modliłem i że Bóg dał mi znaki, których nie mogę zlekceważyć i że muszę iść za Nim, a jakby się jednak okazało, że to nie od Niego i że nie mam pieniędzy na studia to najwyżej nie zapłacę i przerwę naukę i wtedy będę myślał co dalej i o co w ogóle chodziło. Miałem wtedy tylko zapewnione pieniądze na pierwszy semestr za sprzedany samochód ale dalej nie wiedziałem jak sobie poradzę później. Postanowiłem więc wpłacić czesne za pierwszy semestr, bo już się zbliżał termin wpłaty i chciałem potem szukać jeszcze pracy. Modliłem się zatem dalej i dalej też innych prosiłem o modlitwę w tej sprawie. W końcu pewnej niedzieli, a była to już końcówka września, miałem znowu sen. W tym śnie była sytuacja, w której stałem z pewnym wierzącym bratem przed jakimś magazynem – tej samej niedzieli też dwie osoby powiedziały mi o pracy w Amazonie, który niedawno otworzył pod Wrocławiem 2 swoje magazyny - był to już dla mnie sygnał, żeby może właśnie zgłosić się tam do tego Amazona do pracy. Na dodatek tego samego dnia miałem jeszcze takie przekonanie, żeby odwiedzić jednego znajomego, którego już nie widziałem od kilku miesięcy. Jak go odwiedziłem i z nim pogadałem to on mi powiedział, że właśnie idzie na następny dzień do pracy do Amazona i dał mi też ulotkę z numerem telefonu, pod który mogę zadzwonić w sprawie pracy. Był to już dla mnie jakby wykrzyknik, który mi mówił: Idź do Amazona do pracy! Nie mogłem więc tego zlekceważyć i się tam zgłosiłem i dostałem pracę. Chwała Bogu! Dodatkowo, co jest też niesamowite, okazało się, że praca tam jest tylko 4 dni w tygodniu po 10 godzin, a 3 dni są wolne, dzięki czemu po studiach i pracy zostawał mi jeszcze 1 dzień wolnego – chwała Bogu! Inną jeszcze rzeczą wartą uwagi jest to, że Amazon jest centrum logistycznym, więc jest to też powiązane z kierunkiem studiów, na który poszedłem kierując się Bożymi wskazówkami.
          Chwała więc niech będzie Bogu, bo Bóg nie jest Bogiem, który nie słyszy i milczy i nas zostawia samym sobie ale jest Bogiem, który słyszy, odpowiada i który prowadzi tych, którzy w Niego wierzą i chcą za Nim iść. Jest On także Bogiem, który chce współpracować z człowiekiem i uczestniczyć w jego życiu i codziennych problemach.

Albowiem oczy Pana zwrócone są na sprawiedliwych, a uszy jego ku prośbie ich, lecz oblicze Pańskie przeciwko tym, którzy czynią zło. ” 1 Pio 3,12

Wiedzcie, że cudownie okazał mi Pan łaskę, że Pan słyszy, gdy do niego wołam. Drżyjcie i nie grzeszcie! Rozmyślajcie w sercu swym na łożu i milczcie! Sela. ” Ps 4,4-5


Sprawiedliwy jest Pan na wszystkich drogach swoich i łaskawy we wszystkich dziełach swoich. Bliski jest Pan wszystkim, którzy go wzywają, Wszystkim, którzy go wzywają szczerze. Spełnia życzenie tych, którzy się Go boją, a wołanie ich słyszy i wybawia ich. Pan strzeże wszystkich, którzy Go miłują, ale wszystkich bezbożnych wytraci. Niech usta moje głoszą chwałę Pana i niech wszelkie ciało błogosławi imię jego święte na wieki wieków!” Ps 145,17-21

wtorek, 8 lipca 2014

Moje świadectwo poznania Jezusa


Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan” Jr 29,12-14

Od dziecka byłem nauczony, żeby się codziennie modlić przed snem. Często więc też rozmyślałem o Bogu i o życiu wiecznym i próbowałem sobie wyobrazić jakby mogło wyglądać takie nieskończone życie. Wyobrażałem sobie tylko zamgloną przestrzeń, w której nic się nie dzieje i jest się samemu. Czułem jednak większy pokój gdy myślałem o takiej wieczności niż gdy myślałem o końcu życia, o śmierci, o braku istnienia i braku świadomości. Gdy kiedyś próbowałem sobie wyobrazić taki nagły koniec i następującą po nim kompletną pustkę skończyło się to płaczem przed mamą ze słowami „nie chcę umierać” - miałem wtedy kilka lat. Dzisiaj już inaczej wyobrażam sobie życie wieczne, chociaż wiem, że moje wyobrażenia zdecydowanie odbiegają od tego jak w rzeczywistości wygląda wieczność z Bogiem, gdyż Słowo Boże mówi:
Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy Go miłują.” 1 Kor 2,9
Nie wiem więc dokładnie jak będzie w niebie ale mam już pewność, że nie będzie tam ani samotności, ani nudy, ani cierpienia – w księdze objawienia można przeczytać takie słowa:
...a sam Bóg będzie z nimi. I otrze wszelką łzę z oczu ich, i śmierci już nie będzie; ani smutku, ani krzyku, ani mozołu już nie będzie” Obj 21,3-4
Żyję więc teraz z zupełnie innym wyobrażeniem życia wiecznego. Zmieniło się także moje poznanie w kwestii tego jak je uzyskać. Otóż Słowo Boże mówi, żeby wierzyć w Boga i w Syna Bożego, Jezusa Chrystusa oraz żeby być posłusznym Jego słowu.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, kto słucha słowa Mego i wierzy Temu, który Mnie posłał, ma żywot wieczny i nie stanie przed sądem, lecz przeszedł ze śmierci do żywota.” J 5,24
Zanim jednak dałem posłuch wierze były różne wydarzenia w moim życiu, które mnie stopniowo przekonywały i utwierdzały w tym, że Bóg w ogóle istnieje. Moje doświadczenia z Bogiem zaczęły się gdy byłem jeszcze dzieckiem. Nie były to wtedy jakieś głębokie przeżycia, po prostu czułem czasami Jego opiekę w niektórych sytuacjach np. kiedyś podczas szybkiej jazdy na nartach straciłem panowanie nad sobą i przekoziołkowałem, tak, że mogło by mi się coś stać poważnego ale jednak nic mi się nie stało. Była też inna sytuacja w której czułem Bożą opiekę - szedłem kiedyś z kolegą wzdłuż torów kolejowych i zaczepili nas starsi chłopacy, jeden z nich ściągnął mi zegarek z ręki i włożył na swoją mówiąc, że jest fajny. Ja wtedy powiedziałem, że dostałem go na komunię, po czym ten chłopak się zasmucił, powiedział, że on takiego nie dostał na komunię i mi go oddał. Mówiąc tak w pewnym sensie wskazałem na Jezusa, gdyż z Nim się komunia kojarzy. Sam Jezus powiedział, że jak ktoś się do Niego przyzna to i On się przyzna do tej osoby:
Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. ” Mt 10,32
Podobnie się poczułem w tej sytuacji, gdy wskazałem na Niego, a On mnie uchronił przed stratą. Oprócz tego, że nie straciłem zegarka, nie straciłem również pieniędzy znajdujących się wtedy w plecaku, który mi ci chłopacy przeszukali – Bóg jednak sprawił, że nie zaglądnęli do jednej jego części, w której akurat było 50zł.
Kolejnym wartym wspomnienia czasem Bożej obecności w moim życiu był okres przygotowań do bierzmowania. Chodziłem wtedy na rekolekcje przygotowujące do bierzmowania, które prowadzili ludzie z jakiejś wspólnoty katolickiej – chyba ze wspólnoty odnowy w Duchu Świętym. Dzielili się oni swoimi świadectwami tego jak Bóg ich przemienił i uwolnił z nałogów oraz grzesznego stylu życia. Te zajęcia zakończyły się weekendowym wyjazdem rekolekcyjnym do klasztoru, gdzie ci sami ludzie prowadzili różne zajęcia, na których głosili nam Ewangelię. Ten czas był dość poruszający nie tylko dla mnie. Pamiętam, że jak wracaliśmy stamtąd pociągiem to wszyscy śpiewaliśmy pieśni chrześcijańskie. Potem przez ileś dni sam sobie w duchu śpiewałem jedną z tych pieśni - „Pan mnie strzeże, Pan mnie strzeże, czuwa nade mną Bóg, On jest moim cieniem”. Pamiętam też pewną dziewczynę z tych rekolekcji, która tam się jakoś bardziej zaangażowała – niedługi czas po wyjeździe zobaczyłem ją gdzieś w swojej okolicy i widziałem w niej jakąś taką radość i pokój i czułem, że to co w niej jest, jest od Boga i sam też tego chciałem. Po tamtym wyjeździe zacząłem też czytać Biblię ale szybko się zniechęciłem z braku zrozumienia pewnych rzeczy i przestałem ją czytać.
Niedługo potem gdy zacząłem chodzić do liceum, to już mniej myślałem o Bogu i poszedłem za stylem życia, którego już trochę posmakowałem w gimnazjum – wypady do klubów, imprezy, alkohol, głupie akcje po pijanemu. Zacząłem też palić ziele konopi indyjskiej (tzw marihuanę). Może się to wydawać niektórym nie do pomyślenia ale Bogiem znów się zainteresowałem, właśnie popalając konopie, gdyż one mnie wprowadzały w stan świadomości, w którym bardziej się skupiałem na swoim wnętrzu i przeżyciach duchowych niż zazwyczaj - byłem po nich bardziej wrażliwy na bodźce zewnętrzne ale i na swoje przeżycia wewnętrzne, co powodowało, że sumienie dotykało mnie bardziej niż zwykle, a co za tym idzie zacząłem więcej myśleć o Bogu, życiu wiecznym i rzeczywistości duchowej. Moje poglądy w tej sprawie zaczęły być podobne do ideologii rastafarian, którzy uważają konopie za ziele mądrości otwierające umysł i ułatwiające kontakt z Bogiem. Ogólnie moje przeżycia pod działaniem tej rośliny były głębsze i mocniejsze, tak też było w momencie mojego ponownego zetknięcia się z Pismem Świętym, do którego postanowiłem sięgnąć po oglądnięciu pewnego filmu dokumentalnego o Bobie Marleyu, w którym to filmie byli pokazani ludzie czytający Biblię, którzy zainspirowali mnie, abym też po nią sięgnął i ją poczytał. Gdy po nią sięgnąłem, wywarła ona na mnie tak ogromne wrażenie, że aż się nią zachwyciłem - czułem wtedy, że coś w niej jest, jakaś niewidzialna moc czy siła i że to nie było złe, lecz dobre. Zdumiałem się wtedy tym, że pomimo tego, że Biblia jest Bożym przekazem dla człowieka i niby jest tak wszystkim znana, szeroko dostępna i istniejąca od wieków to jednak jest tak niedoceniona i niewartościowa w oczach wielu ludzi, leżała bowiem u mojego brata w pokoju na półce i się kurzyła, była nieużywana i pośród różnych książek o technikach manipulacji, NLP i innych książek tego typu znajdujących się na półkach była raczej postrzegana jako gorsza, nieatrakcyjna i jako przeżytek. Ja wtedy jednak spojrzałem na nią jak na coś doniosłego i wspaniałego, obdarzonego Bożym Duchem i chwałą, jak na coś świętego wyciągniętego spośród śmieci, którymi stały się wtedy dla mnie książki stojące wokoło. Po tym wydarzeniu tak się zachwyciłem Pismem Świętym, że zacząłem po nie częściej sięgać i je czytać. Skupiłem się wtedy na Starym Testamencie i na pierwszych pięciu księgach, po których lepiej zrozumiałem Bożą wolę i Jego Prawo. Odnajdywałem w tym wszystkim sens, gdyż widziałem, że to Prawo jest sprawiedliwe, dobre i mówi o miłości:
Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.” Mt 22,37-40
Pomimo tego sensu, który poznałem miałem jednak różne wątpliwości, gdyż nie wszystko rozumiałem z tego co czytałem i nie wszystko mi wtedy pasowało. Dlatego zacząłem szukać czegoś więcej niż tylko sensu. Zacząłem szukać jakichś potwierdzeń i jakby dowodu prawdziwości Boga. Pomyślałem wtedy o Objawieniu Jana (apokalipsie), ostatniej księdze Biblii, gdyż stwierdziłem, że tyle czasu minęło od jej spisania, że na pewno coś się z niej musi spełniać. Zacząłem więc czytać tę księgę, a także różne interpretacje tego co w niej jest opisane. Skupiłem się na analizie fragmentu o znamieniu bestii i liczbie 666:
On też sprawia, że wszyscy, mali i wielcy, bogaci i ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia. Tu potrzebna jest mądrość. Kto ma rozum, niech obliczy liczbę zwierzęcia; jest to bowiem liczba człowieka. A liczba jego jest sześćset sześćdziesiąt sześć.” Obj 13,16-18
Po spędzeniu iluś godzin na czytaniu różnych interpretacji na ten temat na forach internetowych i przeglądnięciu różnych artykułów, a także fragmentów programów informacyjnych puszczanych w telewizji wykreował mi się w głowie pewien obraz przyszłości do której ludzkość zmierza, a mianowicie, że powstanie jeden ogólnoświatowy system ściśle powiązany z systemem płatniczym, w którym nie będzie już wielu różnych dokumentów jak np. dowód osobisty, prawo jazdy, paszport, legitymacja studencka, karta płatnicza czy karta zdrowia ale że to wszystko zostanie zastąpione przez mikrochip wszczepiany pod skórę na którym będą wszystkie personalne informacje łącznie z pieniędzmi, które będą odczytywane poprzez skanowanie zbliżeniowe. Czytałem też, że najlepszymi miejscami na ciele do wszczepienia takiego chipa jest dłoń i czoło, gdyż w tych miejscach temperatura ciała najszybciej się zmienia, a to się przyczynia do ładowania baterii chipa – pasuje to więc do podanego fragmentu z Objawienia. Widziałem też, że to w jakiejś formie już funkcjonuje np. na jakiejś dyskotece w Barcelonie zaczęto wszczepiać ludziom chipy na które można przelać jakąś kwotę pieniędzy, żeby nie musieli nosić portfela przy sobie i mogli tańczyć w samej bieliźnie; albo, że w Meksyku bogaci rodzice wszczepiają swoim dzieciom chipy jako nadajniki GPS z obawy przed porwaniem dla okupu; na internecie można także znaleźć oficjalną reklamę chipa wszczepianego pod skórę pacjentom w USA, który ma za zadanie ułatwić dostęp do danych medycznych pacjentów. Dowiedziałem się też, że działanie takich chipów jest związane z technologią RFID wykorzystującą fale radiowe o ekstremalnie niskich częstotliwościach(ELF), poprzez które można mieć wpływ na fale mózgowe i przyczyniać się do zmiany nastroju, emocji, a także zachowań czy myśli. Poprzez takie chipy możliwa jest więc kontrola umysłu. Przyjęcie czegoś takiego oznaczałoby więc całkowite oddanie się w niewolę systemowi tego świata i ostateczne wyparcie się i odrzucenie Boga. Badając i rozmyślając nad poruszoną jeszcze w tym fragmencie kwestią liczby 666 doszedłem do wniosku, że będzie ona pełnić po prostu rolę zwykłego prefiksu będącego charakterystyczną dla tego systemu liczbą, która będzie częścią każdego numeru identyfikacyjnego. Porównując więc współczesne możliwości technologiczne z tekstem z Objawienia stwierdziłem, że wprowadzenie takiego systemu do rzeczywistości jest tylko kwestią czasu i że taki chip będzie właśnie pełnić rolę 'znamienia' bez którego nie można będzie kupować, ani sprzedawać, a inaczej mówiąc, nie można będzie w ogóle funkcjonować w tym systemie. Z tekstu tej księgi wynika również, że Bóg pozwoli działać temu systemowi przez pewien krótki czas, lecz potem zaprowadzi swój porządek. Będzie to czas, w którym pośle On swych aniołów z różnymi plagami na ziemię i będzie tak jak jest napisane:
I byli ludzie popaleni wielkim żarem, i bluźnili imieniu Boga, który ma moc nad tymi plagami, a nie upamiętali się, by mu oddać chwałę.” Obj 16,9
I bluźnili Bogu niebieskiemu z powodu swoich bólów i z powodu swoich wrzodów, i nie upamiętali się w swoich uczynkach.” Obj 16,11
Czytając to wszystko przeraziłem się tym do czego świat dąży i zacząłem się zastanawiać w jakim jestem miejscu i czy uniknę tego co nieuchronnie się stanie. Zdałem sobie sprawę, że niezależnie od tego czy ludzie w to wierzą czy nie wierzą, to i tak stanie się to co jest przez Boga zapowiedziane i ludzkość poniesie konsekwencje odrzucenia Boga, a ja jeśli nie zacznę bardziej szukać Boga to podzielę ich los. Pytałem więc, modliłem się i prosiłem Boga o pomoc i wtedy przyszedł w moim życiu czas na Ewangelię – Dobrą Nowinę o Jezusie i o Bożym Królestwie. Zacząłem więc czytać po kolei ewangelie: wg św Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, modliłem się też przed każdym czytaniem o to, aby Bóg dał mi Ducha Świętego oraz mądrość, poznanie i zrozumienie tego co tam jest napisane. Zacząłem więc bardziej się zbliżać do Boga i coś się zaczęło we mnie zmieniać. Przełomowym wydarzeniem dla mnie była sytuacja gdy słuchając kiedyś muzyki na internecie włączyłem piosenkę 'Idzie mój Pan'. Było to wykonanie śpiewane przez dzieci, które swym głosem spotęgowały przesłanie tej pieśni. Czułem w ich głosie głęboką ufność i wiarę w Boga, a tekst, który śpiewały przeszył mnie do głębi:
Idzie mój Pan, idzie mój Pan
On teraz biegnie by spotkać mnie
idzie mój Pan, idzie mój Pan
On teraz biegnie by spotkać mnie
Mija góry, łąki, lasy by w komunii stał się cud
On chce chlebem nas nakarmić by nasycić życia głód”
Słuchając tego i wyobrażając sobie jak Jezus biegnie i męczy się mijając różne przeszkody po to żeby mi pomóc, żeby się ze mną spotkać osobiście i obdarzyć mnie swoją miłością i dobrocią czułem się głęboko poruszony, wręcz przeszyła mnie Boża miłość jaką wtedy poczułem. Moje przeżycia były jeszcze dodatkowo spotęgowane tym, że będąc wtedy pod wpływem konopi byłem bardziej pobudzony duchowo i znacznie głębiej i mocniej to wszystko odczuwałem niż odczuwałbym normalnie, a także i przede wszystkim tym, że Bóg okazał mi swoją miłość i staranie o mnie w momencie w którym nie czułem się do tego przygotowany, ani godny, ani święty, wręcz przeciwnie, czułem, że większość ludzi by mnie raczej potępiła jako grzesznika i narkomana i że w ogóle nie powinienem słuchać tej piosenki będąc w takim stanie. Jezus okazał mi jednak swą łaskę i pokazał mi, że bez względu na to w jakim się jest stanie czy sytuacji, On zawsze jest gotowy, żeby pomóc człowiekowi i nie tylko go nie potępia ale usilnie o niego zabiega. Pokazał to m. in. poprzez poświęcenie jakiego dokonał idąc na krzyż i kładąc swoje życie jako ofiarę przebłagalną za grzechy ludzkości.
Bóg zaś daje dowód swojej miłości ku nam przez to, że kiedy byliśmy jeszcze grzesznikami, Chrystus za nas umarł.” Rz 5,8
Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” J 3,17
Podczas słuchania tej pieśni potęga Bożej miłości tak mnie przeszyła, że aż padłem na kolana i zacząłem płakać nie mogąc powstrzymać łez – takie było moje spotkanie z Jezusem. Od tego czasu coraz bardziej czułem Bożą obecność w moim życiu oraz owoce Ducha Świętego w sobie jakimi są m. in. pokój, radość, miłość, uprzejmość, łagodność, wstrzemięźliwość. Ogólnie też Bóg zmienił moje patrzenie na różne rzeczy, w tym na kobiety i uwolnił mnie z pożądliwości i pornografii i pokazał mi swój punkt widzenia. Kompletnie mi minęła ochota na imprezy i alkohol, nie chciało mi się też już tak palić jak wcześniej, chociaż dalej paliłem gdyż uzależniałem w pewnym stopniu swoje przeżycia duchowe od stanu jaki osiągałem po konopiach. Bóg jednak nie chciał, żebym dalej palił - wierzę, że mi to powiedział przez pewną sytuację, po której stwierdziłem, że On chce, żebym to teraz zostawił. Miałem wtedy różne wątpliwości co do tego, gdyż konopie jako roślinę uważałem za Boże stworzenie, które pomagało mi w pewnym stopniu w rozumieniu duchowej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony czułem, że Bóg nie chciał, żebym korzystał z takich wspomagaczy. Chciałem wtedy sprawdzić Jego wolę w tej sprawie i postanowiłem zasiać kilka ziarenek konopi i pomodlić się o to, że jak to jest Jego wolą, żebym to używał to żeby z tych nasion coś wyrosło a jak nie jest Jego wolą to żeby nie wyrosło. Niedługi czas potem spotkałem znajomego w parku, który dał mi trochę ziela, a także ziarenko konopi, o którym powiedział, że jest jedyne w całej dostawie i że rzadko się zdarza, żeby jakieś w ogóle było. W każdym razie był to dla mnie sygnał, że Bóg chce mi odpowiedzieć, więc jak nadeszła pora siania to się pomodliłem o to i zasiałem to ziarenko – nic jednak z niego nie wyrosło. Od tamtej pory postanowiłem więc nie używać więcej konopi. Po paru miesiącach jednak znowu po nie sięgnąłem i wtedy Bóg mnie napomniał mówiąc 'synu krnąbrny i nieposłuszny' – głos ten słyszałem w swoich myślach i zastanawiałem się przez jakiś czas czy sobie nie wymyślam czegoś ale w sumie to nie rozumiałem słowa 'krnąbrny' i stwierdziłem, że sam bym sobie tego nie wymyślił. Zajrzałem potem do słownika, żeby zobaczyć definicję tego słowa i się okazało, że to oznacza 'nie dający sobą kierować'. Postanowiłem więc poddać się Bożej woli w tej sprawie i pozbyć się resztek konopi jakie jeszcze miałem. Ogólnie oprócz konopi indyjskiej próbowałem także innych ziół m.in. dostępnej kiedyś w sklepie dopalacze.com szałwii wieszczej, która ma tak potężne działanie, że po różnych opisach w internecie bałem się jej używać, gdyż inni opisywali, że wychodzili po niej z ciała i tracili nad nim kontrolę. Zdecydowałem się jednak spróbować jej - po jej spożyciu miałem wrażenie jakiejś duchowej obecności wokół siebie i podobnie swoje przeżycia opisywali inni na forach internetowych. Dość długo też miałem chęć ponownego sięgnięcia po konopie i wierzę teraz, że było to wynikiem duchowego przymierza czyli poddania się związanemu z tym duchowi, który się mnie czepił, z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy, jednak o tym, że tak było świadczy taka sytuacja, w której pewna dziewczyna modląc się nade mną wygoniła tego ducha ze mnie mówiąc 'duchu zielarstwa idź precz w imieniu Jezusa' – nie mówiłem jej nic o swoich przygodach z ziołami, a jednak Duch Święty jej to objawił i tak przemówiła w Bożym autorytecie wyganiając ze mnie tego ducha. Duchowy wpływ związany z używaniem tych ziół był u mnie dość widoczny, gdyż kilka razy zdarzyło mi się, że ktoś się mnie pytał na ulicy czy mam jakieś zioło, nawet policja kiedyś przejeżdżając w mojej okolicy zatrzymała się koło mnie pytając mnie głównie o posiadanie marihuany. Nie wiem jaki był dokładnie Boży zamysł przy stwarzaniu takich roślin ale myślę, że tak jak było w przypadku drzewa poznania dobra i zła w ogrodzie Eden, tak też jest teraz w przypadku różnych roślin, że są one źródłem poznania rzeczywistości duchowej, zarówno z dobrej jak i ze złej strony i mogą np być furtką do wejścia w spirytyzm czy szamanizm, które są częścią okultyzmu, który jest po prostu przymierzem z demonami, a to jest złe, gdyż Bóg mówi: „Nie będziesz miał innych bogów obok mnie”. Poznanie i zgłębienie dobra i zła może i jest w czymś przydatne jednak przez samo poznanie nie można osiągnąć życia, ani się zbawić, gdyż to Jezus jest życiem i to On może zbawić człowieka. Potrzebna jest nam więc trwała relacja i społeczność z Chrystusem przez wiarę. Jezus powiedział:
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.” J 14,6
Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie. Kto nie trwa we mnie, ten zostaje wyrzucony precz jak zeschnięta latorośl; takie zbierają i wrzucają w ogień, gdzie spłoną.” J 15,5-6
Gdy poznałem Jezusa pojawiło się u mnie pragnienie dalszego wzrostu duchowego i społeczności z innymi wierzącymi, zacząłem więc chodzić na msze. Trochę się tego wstydziłem przed znajomymi, gdyż czułem, że by mnie wyśmiali przez to, że chodzę do kościoła i wierzę w Jezusa ale Bóg dał mi pewien sen na ten temat – w tym śnie szedłem sobie z jednym znajomym i nagle spotkaliśmy radosną grupkę śpiewającą 'Alleluja', chciałem się do nich przyłączyć ale się zawahałem gdy ten znajomy zaczął się z nich śmiać, po chwili jednak postanowiłem się do nich przyłączyć, a ten znajomy zniknął – zrozumiałem przez to, że nie powinienem się przejmować wyśmianiem ale iść dalej za Bogiem i tak też zrobiłem. Czytałem w tamtym okresie też różne świadectwa ludzi, którzy doświadczali Bożej działalności w swoim życiu i jedno z tych świadectw mnie skutecznie zachęciło do pójścia do spowiedzi i solidnego przygotowania się do niej poprzez przeanalizowanie swojego życia przez pryzmat 10 przykazań. Była w nim mowa o rzeczywistej obecności Jezusa podczas spowiedzi i że spowiednik jest pośrednikiem między Nim a spowiadającym się. Zdecydowałem więc pójść się wyspowiadać i pomodliłem się z głębi serca do Boga o to, aby Jezus faktycznie był na tej spowiedzi. Gdy więc już do niej poszedłem i gdy czekałem w kolejce do konfesjonału i jak już była tylko jedna osoba przede mną, wtedy nagle podszedł do tego konfesjonału pewien ksiądz, w którym zobaczyłem owoce Ducha Świętego o których czytałem w Biblii: „Owocem zaś Ducha są: miłość, radość, pokój...” - to w nim widziałem i odczułem, że ten człowiek został przysłany przez Boga. Zamienił się on z tym księdzem, który wtedy siedział w konfesjonale, do którego czekałem – zrozumiałem przez to, że moja modlitwa została wysłuchana i że Bóg będzie pośród nas. Podczas tej spowiedzi chciałem być jak najbardziej szczery, żeby nic nie zataić i mówiłem niektóre rzeczy dość szczegółowo, na co ksiądz odpowiedział 'spokojnie braciszku, ja cię rozumiem' – później pomyślałem, że to sam Jezus tak do mnie powiedział. Pod koniec spowiedzi jeszcze ksiądz mi zwrócił uwagę na rozważenie swego życia pod kątem 10 przykazań, czyli wskazał mi na to, na co zwróciłem uwagę przed spowiedzią – uznałem to za dodatkowe potwierdzenie tego, że Bóg tam działał, a także za sygnał do tego, że wyznanie grzechów nie jest oczyszczeniem swojej karty z możliwością ponownego grzeszenia, lecz jest krokiem do głębszej relacji z Bogiem. Ksiądz mówił też, żebym chodził do kościoła, więc postanowiłem chodzić regularnie na msze. Po jakimś czasie było mi jednak mało, chciałem z kimś głębiej porozmawiać o Bogu, z jakimś rówieśnikiem. Spotkałem tam na mszy koleżankę ze studiów ale ona coś mówiła, że chodzi do kościoła bo tak ją nauczono. W sumie to o Bogu za bardzo z nią nie porozmawiałem i nie wiem jaka jest jej relacja z Nim, być może coś z Nim przeżywa i Bóg ma dla niej jakiś plan. Mi w każdym razie było czegoś brak i chciałem z kimś porozmawiać, posłuchać jak inni doświadczają Boga więc będąc ciekaw jakichś świadectw, poszukałem ich w internecie i natrafiłem na historię pewnego chrześcijanina utożsamiającego się z Kościołem Zielonoświątkowym. Nie znałem wcześniej nauczania i wyznania zielonoświątkowego, więc się tym zainteresowałem i poczytałem o tym i wtedy zobaczyłem, że w tym Kościele jest bardziej biblijne podejście do wielu spraw niż w Kościele Katolickim np. praktykowany jest świadomy chrzest wodny po wyznaniu wiary w Jezusa; na pamiątkę śmierci Jezusa spożywana jest Wieczerza Pańska pod postacią chleba i wina – dziwiło mnie to potem, że w Kościele Katolickim księża cytują Biblię mówiąc „bierzcie i pijcie z niego wszyscy”, a jednak nie podają potem tego kielicha ludziom – jest to jakieś niepełne; dalej, zgodnie z Biblią Głową Kościoła nie jest żaden człowiek na ziemi, lecz Jezus Chrystus, który jest w Niebie, tak samo termin Ojciec Święty jest zarezerwowany tylko dla Boga. Zobaczyłem też, że celibat wcale nie jest Bożym nakazem, a jest nawet zwiedzeniem
A Duch wyraźnie mówi, że w późniejszych czasach odstąpią niektórzy od wiary i przystaną do duchów zwodniczych i będą słuchać nauk szatańskich, uwiedzeni obłudą kłamców, naznaczonych w sumieniu piętnem występku, którzy zabraniają zawierania związków małżeńskich, przyjmowania pokarmów, które stworzył Bóg, aby wierzący oraz ci, którzy poznali prawdę, pożywali je z dziękczynieniem.” 1 Tm 4,1-3
Niektórych z tych i innych różnic dowiadywałem się też po czasie. W każdym razie na tyle się zaciekawiłem Kościołem Zielonoświątkowym, że postanowiłem się przejść do najbliższej wspólnoty. Poszedłem z kolegą i gdy weszliśmy na nabożeństwo to zobaczyłem tam więcej takich ludzi jak ten ksiądz ze spowiedzi, mieli w sobie tę samą radość, miłość i pokój – Słowo Boże mówi „Poznacie ich po ich owocach”. Pamiętam, że jakaś kobieta podeszła i nas przywitała. Na nabożeństwie czułem ogromną radość gdy śpiewane były różne pieśni, ludzie podnosili ręce do góry – chwalili Boga. Pamiętam też taki fragment z Pisma Świętego, który był wtedy zawieszony na głównej ścianie naprzeciw wejścia:
Gdy będziecie mnie wzywać i zanosić do mnie modły, wysłucham was. A gdy mnie będziecie szukać, znajdziecie mnie. Gdy mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam - mówi Pan” Jr 29,12-14
I tak właśnie było - szukałem Boga i Jego ścieżek oraz dalszej drogi dla siebie i znalazłem, a On mi pokazał, że mnie prowadzi – chwała Bogu! Czułem wtedy, że Bóg mnie tam przyprowadził, więc zacząłem tam częściej chodzić. W międzyczasie zacząłem też chodzić z koleżanką do katolickiego duszpasterstwa akademickiego, jednak ze względu na coraz większą świadomość zwiedzenia jakie jest w kulcie katolickim nie mogłem tam dłużej chodzić. Była tam np pewnego razu tzw adoracja Najświętszego Sakramentu– wyglądało to tak, że wszyscy klęczeliśmy wokół stołu na którym stała tzw monstrancja ze znajdującą się w niej hostią, która w Kościele Katolickim bywa nazywana samym Jezusem - skojarzyło mi się to z tym co czytałem w Starym Testamencie odnośnie kultu złotego cielca, którego Izraelici zrobili po tym jak Bóg ich wyprowadził z Egiptu i prowadził ich będąc w słupie ognia i w słupie obłoku i pokazując im przez to, że On jest Duchem, a oni jednak zrobili później posąg złotego cielca i powiedzieli: „Izraelu, oto bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej.” Wj 32,4. Podobnie na mszach księża mówią o hostii: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata”. Zobaczyłem, że w tym Kościele jest duże odstępstwo od Bożej woli. Kiedyś też byłem na pewnej mszy podczas której ksiądz mówił o wyświęceniu obrazu Matki Boskiej i ukoronowaniu go – jest to zwiedzenie pod kilkoma postaciami naraz: po pierwsze kult obrazów i rzeźb jest nazywany bałwochwalstwem, które jest złamaniem przykazania Bożego mówiącego: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył...” Wj 20,4-6. Odnośnie tego jest też napisane: „Mienili się mądrymi, a stali się głupi. I zamienili chwałę nieśmiertelnego Boga na obrazy przedstawiające śmiertelnego człowieka, a nawet ptaki, czworonożne zwierzęta i płazy” Rz 1,22-23. Po drugie jeśli chodzi o kult Marii i wszelkie dogmaty katolickie z nią związane to też są one niezgodne z Pismem Świętym, gdyż nie jest ona ani Królową Niebios, ani nie była niepokalanie poczęta, ani też nie powinna być osobą zrównaną z Bogiem. Sama zresztą nazwała Boga swoim Zbawicielem a siebie służebnicą – świadczy o tym fragment Ewangelii wg św. Łukasza: „I rzekła Maria: Wielbi dusza moja Pana, i rozradował się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżoność służebnicy swojej.” Łk 1,46-48.
Mając więc świadomość odstępstwa Kościoła Katolickiego od Bożych zasad praktycznie przestałem tam chodzić. Chciałem być w prawdziwym Kościele Chrystusowym, który żyje według Bożego Słowa i w którym prawdziwie działa Duch Święty. Zacząłem więc częściej chodzić do pobliskiej wspólnoty zielonoświątkowej, której wyznanie znacznie bardziej trzymało się Biblii. Myślałem też o chrzcie wodnym i nawet chciałem być ochrzczony jako świadomy wierzący jednak miałem wątpliwości czy może nie wystarczy ten chrzest katolicki, który miałem jako niemowlę. W tamtym czasie modliłem się o dalszą drogę życia dla siebie, gdyż myślałem o zmianie uczelni lub o podjęciu jakiejś pracy i oczekiwałem jakiegoś Bożego prowadzenia w tej sprawie. Bóg mi jednak odpowiedział trochę inaczej niż myślałem, tzn nie wskazał mi żadnej uczelni ani pracy, lecz wskazał mi właśnie na chrzest. Miałem w związku z tym sen, który wyglądał tak:
- stałem w wodzie zanurzony do pasa obok jakiejś osoby, chyba nawet obok Jezusa, a następnie zanurzyłem się w tej wodzie, z której się już nie wynurzyłem ja, lecz jakby nowa osoba ze mnie.
Słowo Boże mówi:
Tak więc, jeśli ktoś jest w Chrystusie, nowym jest stworzeniem; stare przeminęło, oto wszystko stało się nowe.” 2 Kor 5,17
Był to więc dla mnie znak od Pana, żebym się ochrzcił. Jednak zwlekałem z tym gdyż nie czułem się na to gotowy, ani w pełni sprawiedliwy. Dalej modliłem się o swoją dalszą drogę odnośnie pracy i uczelni, a chrzest traktowałem jako coś na co się zdecyduję jak już poukładam inne sprawy. Bóg jednak powiedział mi we śnie takie słowa:
'Nie wchodzi się na górę, aby z niej zejść i nie schodzi się, aby wejść z powrotem. Tam gdzie ma się wejść tam się wchodzi'.
Zrozumiałem przez to, że jak już idę za Bogiem to mam iść dalej i dalszym krokiem jest ten chrzest, a jak będę zwlekał to tak jakbym się cofnął i potem mógłbym już nie wejść z powrotem na Bożą ścieżkę. Po przemyśleniu tego wszystkiego i po dalszych modlitwach i utwierdzeniu przez Boga zdecydowałem się na chrzest, chociaż myślałem, że nie jestem na to w pełni gotowy. Zrozumiałem później, że Bóg jednak inaczej myśli – dla Niego człowiek jest sprawiedliwy i święty przez wiarę:
... człowiek osiąga usprawiedliwienie nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, lecz jedynie przez wiarę w Jezusa Chrystusa, my właśnie uwierzyliśmy w Chrystusa Jezusa, by osiągnąć usprawiedliwienie z wiary w Chrystusa, a nie przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków, jako że przez wypełnianie Prawa za pomocą uczynków nikt nie osiągnie usprawiedliwienia.” Gal 2,16
Tak więc zdecydowałem się iść dalej za Panem wierząc, że dalej mnie będzie prowadził i przyjąłem chrzest wodny, który był dla mnie wkroczeniem w nowe życie. Jako nowo narodzony z wody i z Ducha zacząłem wzrastać w duchowym Kościele Chrystusowym w społeczności z braćmi i siostrami. Zaczęliśmy nawzajem czerpać ze swoich świadectw i doświadczeń, a Bóg dawał kolejne znaki i dowody swojej obecności. Kiedyś mnie jedna siostra zachęciła swoją postawą i modlitwą do tego, abym wyznał Jezusowi, że Go kocham i tak też zrobiłem w modlitwie. Niedługo potem jechałem w parku na rowerze i z daleka sobie upatrzyłem pewną ławkę, na której postanowiłem usiąść. Jak do niej podjechałem to zobaczyłem na niej mocno wyryty napis 'Ja też cię kocham' – była to dla mnie odpowiedź na moje wyznanie miłości do Boga.
Oprócz tego doświadczyłem też oraz byłem świadkiem wielu różnych wysłuchanych modlitw np. mój tata miał iść kiedyś do szpitala na jakąś operację ale gdy się o niego modliłem to się okazało, że jednak poprawiły się wyniki i już nie musi iść na operację. Podobna sytuacja z uzdrowieniem była po modlitwie z bratem i jego żoną o ich jeszcze nienarodzone wtedy dziecko, u którego wykryto arytmię serca. Dziecko urodziło się z bardzo dobrymi wynikami i jest pociechą dla wielu, a jego imię brzmi Michał co oznacza 'Któż jak Bóg'. Na temat modlitwy i uzdrowienia Słowo Boże mówi:
A modlitwa płynąca z wiary uzdrowi chorego i Pan go podźwignie” Jak 5,15
Odnośnie tego Bóg wysłuchiwał też innych próśb o uzdrowienie i nawet z raka uzdrawiał – chwała Panu! Bożego działania doświadczam też ogólnie w różny sposób – kiedyś na przykład modliliśmy się w parę osób o jedną osobę i podczas tej modlitwy gdy zamknąłem oczy nagle zacząłem widzieć w swojej wyobraźni dość wyraźnie różne obrazy, które miały dla mnie taki sens, że Bóg będzie działał przez tą osobę przez swego Ducha i przez moc. W tym samym czasie, zanim się jeszcze podzieliłem tym co widziałem i swoją interpretacją, jedna siostra usłyszała w duchu podczas modlitwy słowa 'Koryntian 2,4' i zapisała je na kartce, a potem jak ja skończyłem mówić to przeczytała wskazany przez Pana fragment z listu do Koryntian, który mówi:
a mowa moja i zwiastowanie moje nie były głoszone w przekonywających słowach mądrości, lecz objawiały się w nich Duch i moc” 1 Kor 2,4
Było to więc dla nas Boże potwierdzenie, że ta osoba o którą się modliliśmy będzie używana przez Boga w Jego Duchu i mocy.
Mogę więc śmiało powiedzieć, że doświadczam w swoim życiu niesamowitego działania Żywego Boga, choć nie jestem jakiś specjalny – każdy może się do Niego zwrócić. Bóg chce, żeby każdy do Niego przyszedł:
Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.” Mt 11,28-30
Postępując według słów Jezusa, które są życiem, często można się spotkać z różnymi doświadczeniami. W związku z tym byłem w różnych sytuacjach, w których nie szukając swoich racji przepraszałem za coś tatę czy mamę i dążyłem do pojednania z nimi co owocowało przebaczeniem i pokojem. Gdy uwierzyłem w Jezusa, zdecydowałem się oddać Mu swoje życie i uznać Go za swojego Pana, chcę też iść za Nim tam gdzie mnie poprowadzi.
Jeśli kto chce mi służyć, niech idzie za mną, a gdzie Ja jestem, tam i sługa mój będzie; jeśli kto mnie służy, uczci go Ojciec mój.” J 12,26
Krystian